piątek, 28 lutego 2014

Poznanie Boga

         Pamiętam jak starałam się na początku chodzić z Bogiem na codzień. Pragnienie moje było wielkie aby zawsze stawiać Pana na pierwszym miejscu. Ale to wcale nie takie łatwe, dla osoby,która do tej pory cały czas musiała liczyć tylko na siebie w wychowaniu trzech chłopców, zarabianiu na życie i sprostaniu wszystkim obowiązkom jako matki i zastępując im ojca który bardzo wcześnie umarł. to było dla kobiety wcale niebagatelne wyzwanie. Pan mi pomagał we wszystkim teraz to wiem ale wtedy wcale tak nie myślałam, wszystko przypisywałam swojej mądrości i pracy. Oczywiście wierzyłam w Boga wychowałam się w katolickiej rodzinie w której Bóg był bardzo ważny tylko w inny sposób. N.p. karcenie mnie jak zrobiłam coś złego:Pamiętaj Ze Bozia cię widzi i cię ukaże jak się nie poprawisz. No właśnie, Bóg jako rózga dyscyplinująca dziecko i wiele innych przykładów albo; to dziecko to kara Boża nie wiem za jakie grzechy. Ale nie o tym chcę mówić.Wracając do tematu jak Pan uczył mnie  abym stawiała Jego na pierwszym miejscu.
         Bardzo byłam zadowolona gdy nauczyłam się grać na keyboardzie, przy wielkiej pomocy Bożej, jestem o tym przeświadczona, ponieważ byłam już emerytką  a potrzebny nam w zborze był ktoś kto będzie akompaniował do śpiewu na nabożeństwach, wypadło na mnie i stało się . Podkreślam że zawsze uważałam Boga za sprawcę tego mojego uzdolnienia. Ale jestem tylko człowiekiem. I tu się zaczyna moja przygoda z Bogiem:W pewną sobotę na usługiwanie przyjechał do nas brat Chalupka Roman a że on bardzo dobrze gra, ja oczywiście bez żadnej skromności chciałam się pokazać jak ja gram i śpiewam pieśń przeze mnie skomponowaną i z moimi słowami. Czy było to stawianie Pana na pierwszym miejscu? Czy chciałam uwielbić Pana tą pieśnią, którą mi wcześniej dał ku swojej chwale? Nie! Ja chciałam wyeksponować siebie i to był mój największy błąd,bo Pan dał mi od razu nauczkę i przytarł rogi jakie zaczęły mi wyrastać. Mój solowy występ całkowicie się nie udał, myliłam się w graniu i słowa uciekały mi z pamięci. było to wiadro zimnej wody wylane na moją głowę. Ale byłam bardzo wdzięczna mojemu Panu za to,że pokazał gdzie jest moje miejsce, za moim Panem a nie przed Nim, chyba że chcę torować drogę dla Jego powtórnego przyjścia.głosząc dobrą nowinę ludziom, z którymi Pan mnie umawia na spotkania. 
         Sianie dobrej nowiny ,że Pan przyjdzie wkrótce i mamy przygotować się na Jego przyjście to jest nasze zadanie, do którego powołał nas Pan. Aby gdy przyjdzie mógł zebrać obfity plon naszej wspólnej pracy Jego jako gospodarza i właściciela a nas jako wiernych pomocników, jako narzędzi  w Jego rękach. 
          Naśladowanie Chrystusa lepiej nam jest zrozumiałe i bardziej przyswajlne gdy spotkamy kogoś, kto nas pobudza do myślenia swoim zachowaniem. O co mi chodzi? Byłam kiedys na nabożeństwie w zborze Warszawa-Centrum  głównym mówcą był brat Zdzisław Ples. Kazanie bardzo mi się podobało  ekspresja  jaką mówił nie dała zasnąć nikomu ze słuchaczy a treść też była zajmująca i ciekawa, ale ja nie o kazaniu tylko o zachowaniu brata Plesa chcę mówić. Po zakończeniu brat stanął przy drzwiach i żegnał się z wiernymi i wtedy udeżyła mnie jego wielka skromność i usilne podkreślanie udziału Boga w tym co mówi gdy go chwalono i dziękowano za tak udane głoszenie ewangelii. Wtedy, właśnie wtedy tak mnie to uwiodło, że zapragnęłam właśnie tak zachowywać się zawsze oddając chwałę Panu za to co robię. Zaczęłam się o to gorąco modlić ,prosic Pana żeby zmienił mój charakter tak, abym to czuła a nie tylko głosiła słowami wszem i wobec że stawiam Boga na pierwszym miejscu .Aby to stało się moją drugą naturą ujawnioną w myślach, mowie i uczynkach zawse i wszędzie Pan.
            Przyznaję że mój Pan miał ze mną nie jeden kłopot zmieniając  powoli mój samodzielny nastawiony na walkę o zaspokajanie doraźnych potrzeb charakter, na łagodny, spolegliwy i oddany Panu ufający bez reszty, odzwierciedlający choć w jakiejś mierze miłość Bożą okazywaną  ludziom przeze mnie. Cały czas pragnę abym mogła być łożyskiem rzeki dobroci płynącej od naszego Pana do ludzi, którzy chcą być bliżej Boga, poznać Go lepiej i pokochać wieczną miłością, taką aby nie mieć ani siły ani chęci z niej zrezygnować. Ale to może tylko sprawić Pan ,źródło tej miłości. Wierzę że gdy będę wytrwale prosić o to Boga dostanę to czego pragnę i to będzie ku chwale Pana, bo mojej zasługi w tym nie będzie.
              Jakże wielka jest różnica w widzeniu Boga teraz  w porównaniu z tym jak Go widziałam kiedyś gdy Go nie znałam osobiście. Jak zmieniło się moje myślenie i priorytety życiowe jestem sama zadziwiona tym , jak wielkich zmian dokonał Pan we mnie w moim życiu gdy zaczęłam Go poznawać czytając Pismo, dobre książki i słuchając ludzi, którzy mieli już bliższe relacje z Bogiem. Często gdy miałam jakieś pytanie, które mnie nurtowało a nie mogłam znaleźć odpowiedzi, wyjaśnienia, mój Pan odpowiadał mi wkładając jakąś książkę do ręki albo podsyłając człowieka, który wyjaśniał tak, że mogłam zrozumieć, czasem przysyłał kaznodzieję i całe kazanie było właśnie na nurtujący mnie temat. A po nabożeństwie w rozmowie dowiadywałam się że ten brat miał być gdzieś indziej ale tak się złożyło że był u nas. Lub było tak że brat który służył Słowem Bożym na samym wstępie tłumaczył: No wiecie zastanawiałem się wczoraj o czym dziś będę mówił do was i przyszedł mi na myśl taki temat. No właśnie, ten akurat, którego ja nie mogłam rozgryźć przez cały tydzień. Czy nie jest to opieka Boża tak wyraźnie pokazana?
         Nasz Bóg jest żywym Bogiem dbającym o każdego z nas bez wyjątków. Traktuje każdego z nas z taką samą uwagą.  Mam takie przeświadczenie,że każdy z nas w Bożym sercu ma  swoje zarezerwowane miejsce, którego nikt zastąpić nie może. Gdy odchodzimy od Pana miejsce to pozostaje puste a Pan tęskni za tobą, mną i każdym człowiekiem. Nie dajmy Mu dłużej tęsknić wracajmy jak najszybciej pod Jego opiekę. Pozwólmy się kochać i przyjmujmy Bożą miłość do naszych serc. Aby powiększyć chwałę Bożą na ziemi w sposób widoczny w naszym życiu.         Amen.

czwartek, 27 lutego 2014

Kożyści dla mnie z oddania się w opiekę Panu.

           1)  Pierwsze co mi przychodzi na myśl to moje imię wypisane na sercu Arcykapłana Chrystusa gdy wstawia się za nami u tronu Boga Ojca w niebiańskiej Świątyni tak jak imiona 12 plemion Izraela na kamieniach szlachetnych na napierśniku kapłana.
         2) Jezus złożył za nas ofiarę z samego siebie, dlatego Jego krew obmywa nasze grzechy,gdy się do Niego zwrócimy i zawrzemy z Nim przymierze poprzez chrzest. Wtedy On swoją mocą może zachować nas od grzechu, uświęcić i doprowadzić nas do, Królestwa swojego. Dać nam życie wieczne z łaski. Warunek: Poddać się całkowicie Jego woli i słuchać codziennie głosu Ducha Świętego, który nas prowadzi i podpowiada co mamy robić aby dokonywać dobrych,  miłych Bogu wyborów.
                3)  Ludzkość nie miała dostępu do tronu Bożego z powodu grzechu. Chrystus swoją śmiercią za nas, jako jedyny Sprawiedliwy, bezgrzeszny, otworzył wrota nieba i Niebiańskiej Świątyni, Dlatego teraz każdy kto weń wierzy może przyjść do Niego i otrzymać  pewność, że Bóg go wysłucha ponieważ za nas mówi Chrystus nasz Pośrednik do tronu Bożego.
               4)Możemy teraz śmiało zwracać się do Ojca i rozmawiać z Nim o wszystkim o naszych smutkach i radościach wiedząc, że On ma dla każdego z nas zawsze czas i znajdzie zawsze najwłaściwsze rozwiązanie naszych spraw a przede wszystkim opiekę i prowadzenie gdy się zdecydujemy iść drogą wytyczoną przez Pana.
           5) Gdy już zrozumiemy jak wiele uczynił dla nas Jezus to nasza wdzięczność i wiara wzrośnie bardzo  Zauważymy, że starotestamentowa Świątynia i obrzędy w niej czynione wskazywały na to, co ma się stać a ludziom została tylko nadzieja, że to się wypełni w osobie Jezusa Chrystusa. A my mamy pewność, że zmartwychwstał i wstąpił do Ojca, tą pewność podaną nam przez naocznych świadków w Piśmie Świętym. Teraz mamy tylko silnie uwierzyć bez żadnych wątpliwości i trzymać się tej wiary jak tonący koła ratunkowego, które nam rzucono z nieba i nie puszczać pod żadnym pozorem, aż znajdziemy się przy naszym Panu w niebie.  
           6) Oderwijmy nasz wzrok od ziemi i spójrzmy na Pana tam w górze za słońce, wtedy będzie nam łatwiej pojąć co nam nasz Pan ofiaruje w zamian za naszą wierność i posłuszeństwo. Te ziemskie zmartwienia i troski dnia codziennego przeminą jak wszystko tu na ziemi, ale tam jest ktoś, kto nie przeminie, kto trwa wiecznie, kto chce podzielić się z nami tą wiecznością i swoją obecnością w naszym życiu chce nas zaszczycić. To jest największy zaszczyt dla nas, być dopuszczonym do tronu Władcy Wszechświata jako Jego dziecko. A naszej zasługi w tym nie  ma, dostaliśmy to z łaski za darmo, dzięki miłości Bożej do nas. Bo my umieliśmy tyko zniszczyć pierwotny plan Boży dotyczący człowieka. Ale Bóg wszystko naprawił i nadał naprawia teraz w nas.Uświęca, zmienia nasz sposób myślenia,nasz wypaczony charakter , nasz sposób życia i priorytety w naszym życiu. Opiekuje się nami tak troskliwie, jak żaden rodzić ziemski nie może się opiekować. Chwała i dziękczynienie Mu za to.
               7) to nasz Niebiański Ojciec wie co z nami stanie się za chwilę, za godzinę , za tydzień, za miesiąc za rok do końca naszych dni tu na ziemi. to On wie co jest dla nas najlepsze i obdarza nas tym jesli chcemy to od Niego przyjąć w pokorze i wdzięczności. Daje nam i chcenie i wykonanie gdy poddamy się wpływowi Jego woli,Jego Ducha. Czy jeszcze coś nam potrzeba do szczęścia?  Ufać, ufać i jeszcze raz ufać, słuchać pilnie z uwagą co do nas mówi Duch w każdej chwili naszego życia gdy mamy dokonać wyboru a resztę zostawmy Panu.  Oj! Dobrze na tym wyjdziemy jestem tego pewna tak, jak tego, że Jezus Chrystus jest moim Panem, Królem, Zbawicielem i Arcykapłanem. Wszystkim co mam pewnego na tym przemijającym świecie. Dzięki Ci Panie, że raczyłeś wlać w moje serce tą pewność i zrozumienie. Wielbię Cię. Amen.                                                                                                                                                                             

środa, 26 lutego 2014

Dalszy ciąg o ufności

       Poprzednio rozważałam o naszej ufności ,ale jest i druga strona do której my mamy zaufanie.Jest to Bóg. Zastanawiam się czy i On może nam ufać. To że nas kocha to widać z Jego postępowania z nami ale czym  my odwdzięczamy się Bogu za to wszystko co dla nas czyni.Patrząc ogólnie na ludzkość i ujmując nasze zachowanie wobec Boga też po ludzku nie widzę tego różowo. Ile razy postawił cię do pionu gdy byłeś na dnie rozpaczy? a ty ile czasu odczuwałeś wdzięczność i nie zdradzałeś Pana grzesząc, nie słuchając Jego dobrych rad i prowadzenia? Nie piszę tego żeby kogoś pouczać czy dołować ale dotyczy to przede wszystkim mnie samej, bo ja sama zastanawiam się w którym miejscu jestem w relacji z Bogiem. Że ja Mu mogę ufać to wiem (sprawdzone wielokrotnie) ale czy Bóg może ufać mnie , czy może polegać na mnie gdy chce mnie użyć do swojej pracy,to zależy w dużej mierze ode mnie jak ja poddam się Jego wpływowi Jego podpowiedzi co mam i jak mam wykonać zadanie nałożone na mnie przez Boga. Przecież często modlimy się, prosimy Boga " Panie użyj mnie oto jestem". A gdy chce mnie użyć czy słucham Go i z radością wykonuję dzieło dla Pana dziękując Mu że mnie zatrudnił. Tak być powinno Jeśli nie jest tak, to ze mną jest coś nie tak w relacji z Bogiem i to z mojej przyczyny. No i doszłam do punktu kulminacyjnego mojego rozważania. Mój Bóg Wszechmogący stworzył taki głaz, którego sam nie może udźwignąć. Jest to wolna wola którą nam podarował przy naszym stworzeniu. To jest przeszkoda w tym, aby Bóg mógł działać w nas bez naszej wiedzy. On szanuje to co postanowimy,ale żeby mógł w nas działać i na nowo nas kształtować abyśmy pasowali do mieszkańców nieba potrzebne jest, przyzwolenie z naszej strony na zmiany jakie trzeba poczynić w nas. Jeśli tego pragniemy i odzwierciedlając Jego miłość w naszych sercach prosimy Go o to aby nas zmieniał, pomagamy tym samym podnosić ten głaz, którego sam Bóg nie udźwignie. A jest to tak samo ważne dla obu stron aby wreszcie w niebie zapanował spokój i na ziemi raj. 
           Jeśli pozwolimy Bogu pracować nad nami oddając naszą wolną wolę w Jego troskliwe ręce to doprowadzi nas do takiego stanu, że będzie mógł nam ufać tak jak my Jemu i to jest najpiękniejszy cel naszej przemiany, naszej odnowy, naszego odrodzenia. Dziękuję Ci Panie z całego serca za Twoją łaskę i miłość jaką nas otaczasz i że nigdy nie rezygnujesz z nas gdy upadamy ale dzięki Tobie Panie podnosimy się silniejsi, mądrzejsi i bardziej przywiązani do Ciebie Twoją bezgraniczną miłością.

Zaufanie Boże

          Nie zastanawiałam się nigdy nad tym , czym jest tak naprawdę zaufanie. Czy my mamy zaufanie w swoim charakterze, czy trzeba się tego nauczyć. Na czym ono polega. Jakie są konsekwencje gdy go mamy i jakie gdy go nie mamy i komu możemy zaufać a komu nie, jejku tyle pytań. Okazuje się że to wcale nie błahy temat,a ja nie zastanawiałam się nad nim głębiej. No cóż spróbuje to jakoś usystematyzować i nie robić chaosu w tym moim pisaniu.
             Po pierwsze czym jest tak naprawdę zaufanie. Ja czuję zaufanie do kogoś na kim się nie zawiodłam, kto zawsze podaje mi pomocną dłoń.Na kim mogę polegać w trudnych dla mnie chwilach życia. Kto mnie nie wyśmieje choć czasem fantazja moja jest ponad normę a realia zostały daleko poza mną ,lub jestem w niezręcznej sytuacji a ta osoba trwa przy mnie i pomaga mi wybrnąć z niej, komu wierzę bez zbędnej dyskusji. Hm, zaczynam się zastanawiać czy ktoś z ludzi jest taki żeby sprostać tym zadaniom? Przyznam się szczerze, że na swojej drodze nie spotkałam takiej osoby, choć bardzo bym chciała ufać całkowicie komuś z mojego otoczenia ale, no właśnie zawsze jest jakieś ale i to mnie przeraża .Choć nie powiem, że nikomu nie ufam owszem ufam ludziom ale na pewno nie bez reszty, jakaś cząstka mnie jest zawsze czujna i obserwuje reakcje drugiej osoby aby w porę zareagować mniej lub bardziej spontanicznie, sadzę że nie tylko ja tak się zachowuję względem ludzi ale i innych żywych istot żyjących na tej ziemi.
             Ja wiem, że jest ktoś taki komu mogę bezgranicznie zaufać, to nasz Pan Jezus Chrystus tylko On dzięki swojej bezwarunkowej miłości do nas spełnia te wszystkie warunki,które opisałam poprzednio, żaden człowiek Mu nie dorówna . On zawsze umie się pochylić nad potrzebującym pomocy i wyciągnąć go z najbardziej głębokiego dołka i postawić tam gdzie uważa że jest jego miejsce, czasem wbrew oczekiwaniu ludzi. Codziennie czyni małe cuda dla postronnych nie widoczne ale dla zainteresowanych są błogosławieństwem dnia codziennego,które tysiące ludzi na ziemi utwierdzają w wierze i uskrzydlają w życiu dla naszego Pana z wielkiej wdzięczności. Tak! W tym okropnym świecie pełnym przemocy można czując ufność do Pana, żyć radośnie i szczęśliwie. Ale jest jeden warunek ; nauczmy się patrzeć na nasze życie pozytywnie i poprzez ufność do Pana choć by nie wiem co nas spotkało co nam się w pierwszej chwili wydaje klęską i krzywdą to zawsze miejmy ufność w Panu i nie narzekajmy, tylko oddajmy nasze zmartwienie Panu i z ufnością czekajmy na bieg wydarzeń, pozwólmy Panu działać a w cudowny sposób rozwiąże nasze problemy a wtedy nie zapominajmy Mu podziękować z całego wdzięcznego serca choć czasem rozwiązanie problemu jest nie po naszej myśli to wiedzmy, że było to rozwiązanie najkorzystniejsze dla nas i nie szemrajmy przeciwko Panu bo On widzi na początku jaki będzie koniec. 
             Wiem że zaufanie takie bezgraniczne jakie mają dzieci do swoich rodziców dorosłym przychodzi nie łatwo wiem to z autopsji ale z czasem przy naszej usilnej modlitwie do naszego Zbawiciela wpisane zostaje to zaufanie w nasz charakter po prostu ufamy Panu i już,przecież On jest Wszechmocny On może wszystko i nic nie zrobi takiego co nam zaszkodzi a właśnie wszystko co dla nas czyni czyni dla naszego dobra. Pełna ufność do Boga to jest największe błogosławieństwo jakim może nas obdarzyć nasz Bóg. Taki dar Boży daje pełny pokój wewnętrzny, odpoczynek od zmartwień. Właśnie, radość życia. Serce przepełnione wdzięcznością. Chce się śpiewać całą piersią na chwałę Panu, wielbić Go i czcić najbardziej szczerze jak umiemy. Wtedy dopiero możemy ufać wszystkim bo jesteśmy pod najwspanialszą ochroną jakiej może udzielić tylko Bóg. Nawet moce piekielne nas nie zmogą bo nasz Pan już zwyciężył tego, który nam zagraża jeszcze tu na ziemi. Ale Boże dzieci mają przed nim osłonę w Jezusie Chrystusie Panu naszym tyko nie przestańmy Mu ufać ani na sekundę bo od tego zależy nasze bezpieczeństwo i to fizyczne ale też i duchowe, oraz życie wieczne.

wtorek, 11 lutego 2014

Serce i jego dolegliwości

        Tak naprawdę to chyba każda osoba żyjąca ma jakieś kłopoty z sercem nie mówię że choroby serca ale właśnie małe lub większe kłopoty z sercem. Jest to organ podatny na uczucia czy się do tego przyznajemy czy nie to i tak serce bije nam szybciej jak widzimy kogoś bardzo bliskiego lub kogoś do kogo czujemy odwrotność miłości, no może nie złość czy nienawiść ale raczej z kim mamy odmienne poglądy.Albo gdy się kogoś obawiamy, nie wiedząc jak  zareaguje na nasz widok. I jest pytanie zasadnicze jak mamy my reagować na takie spotkania. Jeśli mamy zaplanowane spotkanie to się do tego przygotowujemy. Ale jeśli niespodzianka, to co wtedy robimy? Warto siebie poobserwować ,co czujemy na widok danej osoby. To nam dużo powie nie tylko o tej osobie ale też o nas samych.
         Tak naprawdę pragnę aby moje odczucia były zawsze pozytywne na widok każdej osoby jaką spotykam w swoim otoczeniu. Ponieważ bardzo dobrze czuję się w tedy, gdy mogę ze spokojem rozmawiać  o wszystkich rzeczach czy dobrych czy tych drażniących. Przyznam się szczerze, że nie zawsze udaje mi się utrzymać spokój w rozmowie lub reakcji na innych. Każdy prawdziwy odrodzony chrześcijanin powinien zachować spokój w każdej sytuacji. Powinien nie dać się sprowokować  do głupiej dyskusji lub tym bardziej kłótni. Ale powinności swoją drogą a życie swoją.
         Ze mną jest jeszcze jeden problem ; ja bardzo nie lubię rozstawać się w gniewie lub jakichś niedomówieniach , gdy jest coś nie tak z mojej strony  i nie ważne czy ktoś mnie sprowokował czy nie, ja przeżywam to bardzo i długo, nawet czasem kilka dni czuję niesmak i jestem rozczarowana  swoim zachowaniem bo wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia, to ja powinnam zachować się faer pomimo okoliczności niesprzyjających takiemu zachowaniu. Modlę się do mojego Pana aby odebrał mi takie myśli, których wcale nie chcę. a poza tym moje serce daje znać w takim wypadku o sobie wcale nie przyjemnie. Mam zrosty na prawej komorze serca i na ścianie rozdzielającej komory więc nie pracuje moje serce wydajnie a gdy jeszcze dochodzi do tego stres wywołany głupim zachowaniem kogoś to wtedy mam ograniczoną wytrzymałość i czasem wybucham nie wtedy gdy trzeba robiąc zamieszanie i konsternację innych obecnych a ten kto mnie sprowokował czyniąc niewinną minę udaje, że to ja przecież źle się zachowałam. Po takim incydencie czuję się całkiem bezradna  i nie wiem jak postąpić. gniewać się nie umiem a przejść do porządku jak by nic się nie stało nie zawsze od razu udaje mi się , choć tak szczerze mówiąc od razu rozmawiam  z tą osobą i nie okazuję jej niechęci, i nie czuję niechęci ale gdy przyjdę do domu i zaczynam przypominać sobie całe zajście to już wtedy  mam problem z zapomnieniem o wszystkim. 
          Zastanawiam się czy jest jeszcze ktoś ,kto tak samo przeżywa takie incydenty. Naprawdę nie czuję nienawiści do tej osoby raczej litość. Bo tłumaczę sobie to tak: Przecież ta osoba chyba nie rozumie że mnie skrzywdziła czy poniżyła wiec to ona potrzebuję pomocy od Boga bardziej jak ja i zaczynam się wtedy modlić za nią aby Pan zmienił jej myślenie dał jej poznać jakie było jej zachowanie  wobec mnie a może nie tylko mnie ale i wobec innych ludzi. No i to mi pomaga , wycisza aż uspokajam się i już nie myślę o tych rzeczach.
           No, dzisiejszy wpis nie jest  wesoły ale to samo życie. Raz świetnie wszystko idzie  innym razem trochę inaczej. Tylko boję się że kiedyś dostanę zawału i narobię komuś kłopotu, czego bym nie chciała z całego serca, ponieważ nie lubię być natrętna ze swoją osobą. Ani narzucać się z towarzystwem. Jestem raczej skromna i nieśmiała choć czasem wygląda to inaczej ale to jest brawura osób nieśmiałych żeby się to nie wydało jaka jest naprawdę.
            Im jestem bliżej mojego Pana tym spokojniejsza jestem w rozmowach z innymi ludźmi. Mój Bóg daje mi pewność opieki daje mi także opanowanie sytuacji w jakich sie znajduję a takie jak wyżej opisane incydenty trafiają mi się bardzo rzadko a mam nadzieję ,że Pan całkiem odejmie mi taką reakcję na zachowania innych, o co bardzo Go proszę ponieważ będzie to ku Bożej chwale a mnie przysporzy zdrowia.
             No w tym tygodniu Walentynki ten zachodni obyczaj pomału przyjmuje sie i u nas choć jest obchodzony nie tak szumnie jak w innych krajach. Ja mam spokój bo nie mam nikogo takiego komu bym miała wysyłać czy podarować jakieś walentynkowe gadżety ale do Klubu trzeba ubrać się z akcentem czerwieni. Mam czerwoną bluzkę to powinno wystarczyć. A serduszka nie widać bo ono też jest czerwone chyba?
        

piątek, 7 lutego 2014

Nadgorliwość

          W każdy czwartek u nas w Łukowie odbywa się wykład z teologii  i chcę właśnie  podzielić się wrażeniami z wczoraj. Sam wykład był jak zwykle na wysokim poziomie ponieważ prowadzi go Adam Grześkowiak nasz pastor dr. teologii. Ale wczoraj zaszczycił nas swoją obecnością pastor z Kościoła Zielonoświątkowego a prawdopodobnie ciekawy był wykładu o Apokalipsie bo taki był temat. Oczywiście była dyskusja w miarę ożywiona ale nie to zwróciło moją szczególną uwagę. Po wykładzie zaczęliśmy rozbijać się na grupki i jeszcze dyskutowaliśmy. Ponieważ wykłady te są otwarte i przychodzą tam różni ludzie z poza naszego kościoła, dyskusje  na nowy temat wygłoszony przez prelegenta są potrzebne. Ale niektórzy członkowie naszego zboru tak gorliwie dyskutują i koniecznie chcą akceptacji wiadomości natychmiast nie zwracając uwagi na rozmówcę, jak to przyjmują i zdarza się, że zrażają nowych ludzi. Czasem temat jest bardzo nowy dla ludzi z poza kościoła i zawsze trzeba im dać czas aby przemyśleli a czasem sami jeszcze poczytali w Piśmie zanim zrozumią i przyswoją sobie nowe spojrzenie na dany temat, nie wolno ich poganiać i być natarczywym względem nich , bo choć głosimy prawdę biblijną nie możemy jej wciskać na siłę. Jak ktoś nie przyswoi i nie zrozumie to może się zrazić naszą natarczywością nie tylko do nas ale co gorsza do Boga,do którego chcemy ich doprowadzić. Bądźmy ostrożni w mowie i cały czas obserwujmy jak przyjmuje nasze słowa ten, do którego mówimy. 
         Nie są to błahe rzeczy jeśli mamy być użyteczni dla Pana to jest to obowiązek nauczyć się tak dyskutować żeby, nie obrażać niczyjej godności a raczej być balsamem na rany. Nasza wyrozumiałość na to, że ktoś może wiedzieć mniej albo wierzyć inaczej musi być z pokorą uznana i nie używajmy protekcjonalnego tonu bo to zraża słuchacza a Panu się nie podoba, Jezus był Synem Bożym wiedział o tym a zachowywał się tak skromnie i taktownie,że docenił i dowartościował każdego człowieka, z którym rozmawiał. Więc nie wynośmy się nad naszego Pana I Stwórcę a raczej weźmy z Niego wzór. A jeśli jesteśmy zbyt gorliwi i zapalczywi w głoszeniu Ewangelii to prośmy usilnie Pana aby nam zmienił naszą zapalczywość w łagodność i mądrość, przecież wierzę, że każdy z nas chce służyć Panu jak najlepiej.
      Najlepszą nauką jest poddać się stwórczej mocy Bożej aby zmieniła w nas to , co jest niedobre i co przeszkadza Bogu w dobrym użyciu nas do Jego służby na chwałę naszego Pana i na świadectwo,że jest, ,ze działa, że opiekuje się swoimi dziećmi i prowadzi nas swoimi drogami, których my nie znamy i sami do Królestwa Niebieskiego bez Jego prowadzenia nie trafimy. W nim, tylko w Nim jest nasza nadzieja, ponieważ to On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Chwała Mu za to i dziękczynienie,że dzięki Niemu jesteśmy właśnie z Nim, oby na wieki. Trzymajmy sie w naszych wyborach jego ręki i nie puszczajmy choć nam będzie źle bo własnie wtedy jest nam najbardziej potrzebny , wtedy okazujmy Mu największą ufność z wiarą jakiej jeszcze nigdy nie czuliśmy a na pewno nam pomoże.
        Panie! Proszę uzdatnij nas do swojej służby, zmień nasze charaktery tak, abyśmy byli podatni na działanie Ducha Świętego w naszych sercach i umysłach, żebyśmy wyraźnie słyszeli Jego głos i umieli wykonywać to ,co nam podpowiada bez wahania i z radością, dziękując, za opiekę i prowadzenie. Dziękuję, że wysłuchałeś moją modlitwę . Niech będzie uwielbione Imię Twoje na niebie i na ziemi . Amen.

środa, 5 lutego 2014

Dzieło rąk Bożych

Dziś mamy wspaniałą czytankę,tematem jej jest werset: Iz 64,8 " Lecz teraz Panie,Ty jesteś naszym Ojcem,my gliną, a Ty naszym Stwórcą i wszyscyśmy dziełem Twoich rak."
        Ważne jest dla nas to, że Pan nie poprzestał nad nami pracować ale wciąż udoskonala swoje dzieło. Czuwa nad jego życiem gdy pęka wyrównuje rysy, gdy się wyszczerbi,czy podziurawi  uzupełnia braki i wygładza żebyśmy przed Ojcem niebieskim wyglądali jak nowi, nie skażeni grzechem. Ta troska o nas wzrusza mnie ilekroć o tym myślę, ile uwagi poświęca mi Pan i to  mnie osobiście choć tak, jak każdej innej osobie a w szczególności swoim dzieciom. Tym z nas, którzy przyjęli Go za swojego Zbawiciela i poddając się codziennie Jego woli, poddają się Jego kochającym rękom aby nas zmieniał i kształtował na swoje podobieństwo. Takie poddanie się Panu i zaufanie Mu całkowite z początku drogi z Panem wcale nie jest łatwe. Ponieważ każdy człowiek od urodzenia uczy się samodzielności. Ale to jest do pewnego czasu. Zauważmy, że dziecko nie tylko uczy się samodzielności ale ma przeciwwagę w ufności do wszystkiego co poznaje a w pewnym okresie życia  zaczyna mieć swoje poglądy, którymi się kieruje a życie czasami go rozczarowuje,po zderzeniu się z postępowaniem innych ludzi nie zawsze uczciwych względem niego. Pomału tracąc ufność wyrabia sobie charakter wcale nie podobny do charakteru jaki chce widzieć u niego Pan. Nie ufa nie tylko ludziom ale i Bogu, którego najczęściej zna bardzo pobieżnie i od innych ludzi a nie z pewnego źródła jakim jest Pismo Święte. Taki człowiek przychodząc do Pana musi pozbyć się swojego JA na korzyść ufności do Pana i dać się przez Niego prowadzić przez życie.
          Czasem dziwna jest ta nauka. Postanawiam sobie; już będę słuchać Pana i oddawać Mu swoje zmartwienia i wszystkie dni życia . Postanowienie piękne ale- jest pewne ale - ponieważ jestem zdecydowana poddać się Panu powierzam Mu sprawę, która jest dla mnie ważna i za chwilę myślę jak to zrobić co powiedzieć, jak postąpić; układam swój szczegółowy plan działania . No i proszę, gdzie jest ta ufność do Boga, któremu deklarowaliśmy się wierzyć i ufać Mu? Bierzemy znów sprawę w swoje ręce nie czekając , nie dając możliwości działania Panu. Nasz Pan dobrze wie o tych naszych skłonnościach dlatego powiedział do otaczających Go ludzi a tym samym i do nas," Jeżeli  nie staniecie się jak dzieci nie znajdziecie się w Królestwie Bożym".   
            Ta dziecięca ufność do Pana wcale nie jest uciążliwa a powiedziała bym że raczej daje spokój wewnętrzny i lepszy komfort życia psychicznego. Człowiek umęczony zmaganiem się z przeciwnościami  dnia codziennego i martwieniem się o jutro gdy ufa Panu ma wielką ulgę powierzając te wszystkie troski Panu ,powołując się na obietnicę Pana zapisaną w Mat. 6,25-33. tam jest przedstawiona wartość każdego człowieka,który oddał swoje życie pod opiekę Panu wystarczy Mu w pełni zaufać i bez problemu iść spać aby wstać wypoczętym do nowego dnia z Panem. W którym poddamy się Jego wpływowi i mocy kształtowania nas na Jego obraz i podobieństwo.
             Poddanie, poddanie i jeszcze raz poddanie się Panu. To takie ważne w naszym życiu aby być przygotowanym na powtórne przyjście Pana w chwale. To powinien być najważniejszy cel w naszym obecnym życiu ale nikt sam tego nie osiągnie. Tylko nasz Bóg może nas zmienić tak abyśmy mogli wejść do Królestwa Jego, i czyńmy to teraz dopóki żyjemy. Bo gdy umrzemy już nic nie da się zrobić. Wtedy będziemy mogli tylko czekać w śnie śmierci na przyjście Pana Jezusa Chrystusa i wzbudzenie nas do nowego życia oby w pierwszym zmartwychwstaniu do życia wiecznego z Panem.
    No proszę,rozpisałam się ale ze mną tak jest, jestem gadułą , jak zaczynam dyskusję to gadam, gadam jak najęta, jak biorę się do pisania o czymś co mnie interesuje to też piszę, piszę aż się wypiszę,czyli wszystkie przemyślenia na ten temat.Każdy ma swoje wady, Ja musiałam prosić Pana aby nauczył mnie słuchać co inni mówią i to wcale nie od razu mi się udawało. Bo było trudno wyłączyć język, który był przyzwyczajony wcześniej mówić, jak myśleć co mam powiedzieć a potem tego żałować. Ale modliłam się o to i to publicznie w zborze,co moi zborownicy pamiętają do dziś. Nie, nie, nie gniewam się na nich o to, bo innym też to może się przydać. Takie sprawy też Pana obchodzą i ja jestem tego przykładem bo Pan odjął mi tą przywarę a w zamian nauczył słuchania co inni mówią,szczerze mówiąc z wielką korzyścią dla mnie. Chwała Panu za to.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Święcenie Szabatu 5

         Na początku Pan Bóg stwarzając swoją wielką mocą niebo i ziemię,ustanowił Sztandar Szabatu jako symbol swojej mocy i siły. Tylko Bóg może stwarzać coś z niczego, dlatego nie istnieje żadna inna moc porównywalna z Jego mocą. Nie ma takiej siły,która mogła by się z nią zmierzyć. Ona jest największa, niezniszczalna i niezłomna.
           Jednak Lucyfer wyzwał tę moc i myślał, że ją pokona. Gdy nie mógł tego uczynić w niebie kontynuuje swą walkę na naszej ziemi, w ten sposób ziemia stała się obozem buntu przeciwko Bogu,jej Stwórcy. Każdy obóz wojenny ma swoją chorągiew, dlatego diabeł, który stale naśladuję Boga aby okazać swoją wielkość, poprzez zwodniczy ale bardzo odróżniający się system, zawiesił swoją chorągiew nad swoim obozem. Sztandarem tym jest ustanowienie i uświęcenie niedzieli jako dnia Pańskiego.
          To nie jest coś nowego co powstało dopiero w czasach nowotestamentowych. Niedzielę czczono już w babilońskim systemie, podczas gdy lud Boży zachowywał Szabat, babilończycy czcili niedzielę jako dzień słońca ich naczelnego boga. A sięgając jeszcze dalej wstecz historii ludów pogańskich to widzimy, że niedzielę święcono już za panowania pierwszego króla na ziemi niejakiego Nemroda. Naród, nad którym panował pochodził z czystej linii od Kaina. Podczas gdy lud zachowujący Szabat pochodził od Seta, który stal wiernie przy Bogu.Więc szatan zatykał zawsze swój sztandar tam gdzie nie panowała osłaniająca wierny lud Moc Boża.
          Strasznie o tym mówić ale dzisiejszy chrześcijański świat zerwał sztandar Szabatu Bożego podeptał go i na to miejsce ustanowił niedzielę, Okazał przez to pogardę Wielkiemu Dawcy Zakonu, Bogu nieba i ziemi,, Stwórcy i Dziedzicowi wszechświata. Co gorsza ci, którzy to czynią mienią się być prawdziwymi sługami Boga, Stwórcy wszechświata, którego w rzeczywistości lekceważą 
           Co by się stało gdyby żołnierz zerwał swoją narodową flagę, która wisiała na maszcie obozu i powiesił tam flagę największego wroga, którym walczą? Jakże wielkie oburzenie wywołał by taki czyn a sprawcę schwytano by, osadzono w areszcie i surowo ukarano w czasie wojny  może by go zabito za zdradę . Jego imię było by napiętnowane jako zdrajcy. 
            Nawet przez moment nie możemy myśleć o tym, że nasz Bóg lekko potraktuje zniewagę swojego sztandaru, symbolu Bożej potęgi i mocy. Pan Bóg nie może uznać chrześcijańskiego świata nie winnym wzgardzenia Jego Świętym Dniem i ustanowienie w jego miejsce sztandaru Jego największego wroga. Takiego ludu mimo, że rości sobie prawo do nazywania się dziećmi Bożymi, Bóg nigdy nie uzna za swój lud. Postępek ten równa się największej zdradzie i tym bardziej godny jest potępienia , że popełniają go ci, którzy deklarują lojalność i miłość wobec Boga i mienią się prawdziwymi dziećmi Bożymi. Kto nie wyjdzie z tego kręgu i nie zacznie myśleć trzeźwo i realnie, czytając z modlitwą Biblię temu zostaje tylko oczekiwanie na Sąd Boży. Oni sami wystawili na siebie wyrok, dostaną sprawiedliwą zapłatę za to co posieli.
          W ostatnich dniach (a jest to dla każdego czas dopóki żyjemy) w decydującej walce chodzi o podjęcie  ostatecznej decyzji, czy stoimy przy Bogu i powiewa nad nami sztandar Szabatu Bożego, czy jesteśmy w obozie przeciwnika i powiewa nad nami jego sztandar, sztandar niedzieli, symbol mocy szatana. W tym ostatnim konflikcie, czy tego chcemy czy nie, każdy mężczyzna, każda kobieta czy dziecko na całej ziemi, znajdą się po jednej lub po drugiej stronie. Nie będzie żadnego neutralnego stanowiska. Albo znajdziesz się pod sztandarem Księcia Emanuela jako wierny czciciel Szabatu w którym mieszkać będzie Moc Boża, albo będziesz stał pod sztandarem szatana jako obrońca niedzielnego zwiedzenia. Wspaniałe będzie zakończenie tej walki dla pierwszych a dla drugich straszne rozczarowanie i strach przed skutkami swojej decyzji. To co dzisiaj uczynimy jaką podejmiemy decyzję zadecyduje o tym kim będziemy i gdzie będzie nasze miejsce gdy przyjdzie Pan. Ani potem , ani teraz nie wystarczy gołosłowna deklaracja, że siódmy dzień tygodnia jest prawdziwym Szabatem Bożym ani też nie wystarczy udowodnieniem Pismem Świętym, że jest niezmienny.  To może praktycznie uczynić każdy zwykły człowiek , który czyta Biblię. Jedynym ludem Bożym , który może stać przy Panu w Dniu przyjścia Pana jest ten, kto posiada Moc Bożą.
            SA jednak i tacy, którzy z zaufaniem będą oczekiwać tego dnia sądząc, że o ile potrafili o Prawdzie Szabatu dyskutować i przestrzegać go tak jak to czynią Żydzi to są na bitwę przygotowani i Dzień Pański ich nie zaskoczy. Jednak ku swemu przerażeniu nie mają żadnej mocy aby przeciwstawić się złu, że są całkowicie nie uzbrojeni( przejawia to się w ich życiu.) w skutek czego dostają się pod sztandar diabła..
            Moi kochani!  Tam gdzie jest Moc Boża tam jest i Szabat. Dzięki temu wiemy, że tam gdzie rzeczywiście istnieje Szabat tam tez jest moc Boża Z drugiej strony wiemy, że tam gdzie występuje moc grzechu tam też występuje niedziela, a więc tam gdzie jest niedziela tam jest moc grzechu.
            Jezus powiedział: " W owym dniu wiele powie: Panie, Panie czyz nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim, i w imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów. A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie". (Heb.7,22.23).
             Nadszedł czas aby wszyscy, którzy dowiedzą się o tych sprawach w pokorze wyrazili skruchę i żal, aby otrzymać tę oczyszczającą Moc. Aby być uwolnionym od mocy grzechu  oraz zostać zaszeregowanym pod Sztandar Szabatu , ktory jest wiernym święceniem siódmego dnia każdego tygodnia. A święcenie Szabatu będzie całą wieczność symbolem Mocy Boga. Prawdziwy lud Boży, tak obecnie,jak i po wieki wieczne, będzie zachowywał ten dzień - tyko ten - żaden inny.
            Bracie, siostro! Czy ty będziesz między nimi? Zależy to tyko od nas samych. Tylko od ciebie. Możesz jeśli będziesz gorąco pragnąć. A jeśli tak szczerze i mocno zapragniesz i poprosisz o pomoc naszego Pana wtedy całe niebo i Moc Pana będzie do twojej dyspozycji aby ci to umożliwić. Nasz Pan Jezus Chrystus tęskni za tobą, czeka z niecierpliwością aby cię przywitać w gronie swoich dzieci. On tak cię kocha nie karz Mu dłużej czekać, odwzajemnij Jego miłość. A On poprowadzi cię do zwycięstwa. Czego z całego serca ci życzę.

        Urszula Kołodziejczyk

                                                                                                      
P.s.  Na ten temat jest postów 5. To jest całość Zaczynając czytanie od postu "Sabat Boży " a kończąc na 5 lepiej można zrozumieć co chciałam przekazać. Zapraszam do czytania całości z góry dziękuję
                              Z poważaniem   Urszula

Refleksje Biblijne

DAR PROROCTWA

                                        DAR PROROCTWA          Zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie, prorocy odgrywali ważną ...