czwartek, 19 czerwca 2014

NIE JESTEM DZIEŁEM PRZYPADKU

             W 44,2 wersecie Księgi Izajasza Pan mówi przez proroka: "Jestem twoim Stwórcą. Byłeś pod moją opieką zanim się narodziłeś."
          A więc zanim się narodziłam  tu na ziemi, zostałam poczęta w Bożym umyśle To Bóg pierwszy o mnie pomyślał,to nie jest kwestią losu że tu i teraz żyję i piszę te słowa. Żyję ponieważ sam Bóg chciał mnie stworzyć! Biblia mówi: Pan zrealizuje cel dotyczący twojego życia."  
      Bóg zaplanował jak najdokładniej mnie i moje życie. Świadomie wybrał moje cechy osobiste:rasę,kolor skóry, włosów, wzrost , budowę ciała i inne cechy. Okreslił jakie będę posiadała talenty i czym będzie się wyróżniała moja osobowość abym była istotą wyjątkową i niepowtarzalną, jedyna w swoim rodzaju. Ponieważ wszystkie te cechy zostały mi dane domyślam się że mają być przydatne do zrealizowania celu jaki postawił mi Pan.
To ja mam realizować Jego cele a nie odwrotnie. Nie ma w moim życiu nic samawolnego, wszystko służy konkretnemu celowi.
            Aby to wszystko mogło być realizowane co zaplanował dla mnie Bóg, musiał On znaleźć odpowiednich dwoje ludzi i połączyć ich w parę aby dali tak optymalny związek DNA, jaki był potrzebny żeby stworzyć mnie taką jaką Bóg sobie zaplanował.
            Każde dziecko z prawego czy nieprawego łoża jest zaplanowanym dziełem Bożym,  Są dzieci nie planowane przez rodziców ale to nie znaczy że nie zaplanowane przez Boga. Nic na tym świecie nie jest dziełem przypadku i bez wiedzy Bożej. 
            Bóg nie popełnia błędów i nie robi nic nieprzemyślanego.  W tym co robi zawsze ma swój CEL.  Co kierowało poczęcie mnie na tej ziemi? Zanim zostałam poczęta w łonie matki już mój Bóg kochał mnie i chciał abym zaistniała naprawdę z krwi i kości. Bożym motywem działania jest Jego miłość do każdego z nas. Biblia mówi"  Zanim zawiesił on w przestworzach ziemię, miał nas w swoim zamyśle,uczynił nas przedmiotem swej miłości."
             Jak piękny przygotował dla nas dom czyli ziemię.Ale ta zoemia wisi we wszechświecie jak dokładnie Bóg musiał wszystko zaplanować aby na ziemi mogło istnieć życie przekonują się różni naukowcy ,fizycy, biolodzy i inni  Dr.Michael Denton, autorytet w dziedzinie genetyki molekularnej z uniwersytetu  Otago w Nowej Zelandii, doszedł do następującego wniosku:
         " Wszystkie zgromadzone dowody z dziedziny biologii przemawiają za nadrzędną tezą, że kosmos jest szczegółowo zaprojektowaną całością, w której istnieje życie a rodzaj ludzki stanowi jej fundamentalny cel i sens. Jest całością,w której wszystkie aspekty rzeczywistosci mają swoje znaczenie i wyjaśnienie w tym podstawowym fakcie."  Biblia stwierdziła to samo kilka tysięcy lat wczesniej   " Bóg kształtował ziemię....... nie stworzył jej po to by była pustkowiem, lecz by została zamieszkana."
             "W społeczności jaka istnieje w łonie Trójcy Przenajświętszej  tkwi doskonała miłość więc Bóg nie był i nie jest samotny nie musiał nas stwarzać, ale chciał nas stworzyć by wyrazić nam swą miłość, Bóg mówi: "Nosiłem cię od dnia twych narodzin; troszczyłem się o ciebie od początku. Nawet gdy ty się zestarzejesz, ja będę taki sam. Nawet, gdy twe  włosy staną się siwe, ja będę się o ciebie troszczył. Uczyniłem cię i o ciebie zadbam."   Wspaniała obietnica czy jest jakieś ale żeby się spełniła?  Tak ! Jeden warunek, być posłusznym Bogu, pozwolić aby to On był tym, który prowadzi, i abyśmy pełnili Jego wolę w swoim życiu,żyli tak jak On nas poprowadzi najpierw pytali Pana a potem czynili. Abyśmy uczyli się chodzić z Panem na co dzień, tak żeby Nasz Zbawiciel był naszym najlepszym przyjacielem, poznawajmy Go czytając Pismo codziennie. A wtedy zobaczymy jak się o wiele lepiej i spokojniej żyje bez niepotrzebnych lęków. Poznaj czym jest dla ciebie Bóg i co dla ciebie czynił i na dal czyni a poznasz samego siebie kim jesteś i po co żyjesz.



wtorek, 17 czerwca 2014

Rozmyślania nad sensem życia

            Dużo myślałam ostatnio nad sensem i celem życia każdego człowieka a w szczególności moim życiem. No i miałam dużo pytań na które nie całkiem miałam przemyślane odpowiedzi. Od razu nadmieniam, że ja rozpatruję te zagadnienia jako osoba wierząca i stawiająca Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu.
            Choć to jest trudne jednak warto zastanowić się nad głównym celem naszego życia. Do czego dążymy i co jest naprawdę ważne w życiu,co chcemy osiągnąć i czemu to ma służyć.Jak żyć żeby ten cel osiągnąć?
            Ostatnio wpadła mi w ręce książka Ricka Warrena  "Życie Świadome Celu" jestem bardzo zadowolona że tą książkę przeczytałam. otrzymałam w niej wiele odpowiedzi na dręczace mnie pytania. a ponieważ ja mam taki zwyczaj,że jak mnie bardzo coś zainteresuje tostaram się wrażenia swoje opisać wtedy wiele więcej zapamiętuję i dochodzę do takich wniosków, jakich bym nigdy nie wyciągnęła gdybym nie opracowała tego na piśmie Więc zabieram się do pracy i postaram się swoje wrażenia opisać. 
        
       "Błogosławieni są ci,którzy ufają Panu....Podobni są do drzew zasadzonych na brzegu rzeki,których korzenie sięgają jej głębin. Takim drzewom nie przeszkadza żar słońca, nie zagrażają im miesiące suszy. Ich liście pozostają długo zielone  i nieustannie wydają wspaniały owoc."  Księga Jeremiasza 17,7-8.
   
             WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ OD BOGA.

          Pewien ateista  o nazwisku Bernard Russel stwierdził:
"Póki nie uznasz,że Bóg istnieje, pytanie o cel życia jest bez sensu ".
   Czy miał rację?Ja twierdzę ,że tak i to na pewno . Przecież człowiek nie miał wpływu na to gdzie i kiedy się urodził a nawet że w ogóle się urodził. To Bóg zadecydował o tym gdzie i jak się urodziłam wskutek Jego decyzji i dla JEGO CELÓW. Więc moje poszukiwania celu życia jest na przegranej pozycji zanim zacznę szukać ,domniemywać czy planować. Mam wpływ na to jak żyję, jakich dokonuję wyborów.Ale o celu mojego życia wie tylko mój Stwórca. Jeśli poddam się Jego prowadzeniu w życiu to tak mnie poprowadzi i przygotuje do spełnienia mojej roli jaką mi zaplanował abym mogła ja spełnić. Ta nauka nie zawsze jest dla mnie miła czasem bardzo dotkliwa a czasem upokarzająca ale tak widocznie trzeba żeby nauczyć się stać przy Panu w każdej sytuacji życiowej bez względu na warunki czy okoliczności.
      Jesli chcemy się dowiedzieć coś o celu naszego żżycia to nie kombinujmy sami ale wprost zapytajmy o to Stwórcę , który wcale nie chce abyśmy nad tym "łamali sobie głowę ale objawił nam to w swoim Słowie czyli Biblii .  Biblia powiada:
        "To w Chrystusie odkrywamy kim jesteśmy i po co żyjemy. Zanim w ogóle o Nim usłyszeliśmy i zanim otrzymaliśmy nadzieję, On już o nas myślał i miał dla nas wspaniały plan, który jest częścią kompleksowego planu dotyczącego wszystkich ludzi i wszystkiego co istnieje."  Werset ten daje nam trzywskazówki dotyczące celu życia kazdego z nas:
        1) " Swoją tożsamość oraz nadrzędny cel odkrywasz poprzez relację z Jezusem Chrystusem.
        2) Bóg interesował się tobą na długo przed tym, zanim wogóle o Nim pomyślałeś. On wyznaczył dla ciebie cel jeszcze przed poczęciem. Wtedy jeszcze nie istniałeś i nie masz w tym  żadnego udziału. Możesz decydować o swojej karierze zawodowej wyborze współmałżonka, o swoim hobbi i wielu innych aspektach życia ale nie jesteś powołany, by decydować o celu życia.
        3)Cel twojego życia pozostaje w korelacji z dużo większym celem, jaki Bóg określił dla całego wszechświata, na całą wieczność."
           Refleksja: Tu nie chodzi tylko o mnie ale o plan dla całego wszechświata którego jestem cząstką i jestem mojemu Panu potrzebna  aby wbudował mnie w odpowiednim czasie w całość ale żebym pasowała do Jego budowli musi mnie wiele nauczyć i zmienić moje przyzwyczajenia wręcz zmienić mój charakter, mój dotychczasowy sposób myślenia. Wiem że nie jest to łatwa praca bo jestem tworzywem dość opornym na obróbkę ale mam całkowitą pewność,że mój Pan da sobie radę przy mojej uległej postawie . Ponieważ ja pragnę tego aby mnie zmieniał   i o to codziennie Go proszę. Chcę żyć dla Niego a nie dla siebie.
           "W Nim wszystko się rozpoczęło i w Nim znajduje swój sens."  Kol 1,16

poniedziałek, 26 maja 2014

Cukier a choroby układu krążenia

       Moja choroba serca nie dawała mi spokoju, po głowie krążyły bezustannie myśli skąd to się wzięło, przecież tak zdrowo się odżywiam nie jem tłuszczów zwierzęcych i warzyw jak najwięcej skropionych oliwką z oliwek .mięsa sporadycznie i to tylko indycze żeby było chude ser chudy wszystko chude a najlepiej 0% tłuszczu i jaki rezultat. miażdżyca tętnic, naczynia wieńcowe pozatykane (wstawione trzy bajpasy ) kawałek serca zbliznowaciałe czyli nie pracuje uschło z niedożywienia i niedotlenienia. Tak dało o sobie dwadzieścia lat wegetarianizmu, widocznie nie umiałam tak się odżywiać.Doszłam do takiego wniosku . Tylko zadałam sobie pytanie co dalej. Nie będę ukrywała że modliłam się o to aby mój Pan mi pomógł w wyjaśnieniu tej sprawy, przecież jestem Jego dzieckiem a On wie wszystko No i jak zawsze pomógł. 
       W pewnej dyskusji w Klubie zaczęliśmy rozmawiać o żywieniu i jeden pan zaproponował mi książkę  "Zycie bez pieczywa"  Jak przeczytałam to pewne rzeczy zaczęły mi się wyjaśniać. Bo w rzeczywistości nie tyle chodzi o pieczywo co o cukier zawarty w pieczywach różnego rodzaju. Przyznam się szczerze, że nie ograniczałam sobie słodkich rzeczy do jedzenia aż tak bardzo n.p. miód bo zdrowy na serce a moja p. doktor też mi powiedziała że nie mam cukrzycy to nie muszę aż tak uważać na cukier no może ze względu, że mam skłonności do tycia to tyle. Ale ja dowiedziałam się innych rzeczy o cukrze. Owszem cukry są potrzebne w organizmie ponieważ nasz mózg pracuje na glukozie Nie będę nadmieniała co jeszcze bo to w tej chwili nie ważne ważne jest to, że nadmiar cukru nie zużyty przez organizm uszkadza ścianki wewnętrzne tętnic,które stają się mało elastyczne i aby nie pękały organizm produkuje cholesterol i to z olejów roślinnych najłatwiej jest wątrobie wyprodukować i wysłać do tętnicy uszkodzonej gdzie jest użyty jak plaster na ranę. A najciekawsze jest to, jak cukier jest spalany .
         Spalanie odbywa się w komórkach zwanych mitochondria. Są one bardzo maleńkie takie małe "ogniwa" w których powstaje energia potrzebna nam do życia.To jest ciekawe że mitochondria znajdujące się w sercu spalają wyłącznie tłuszcz i to zwierzęcy wtedy spalanie odbywa się wewnątrz mitochondria i ze spalenia tłuszczu powstaje woda.Natomiast gdy trzeba spalić cukier on rozkłada się na zasadzie fermentacji oblepiając mitochondria na zewnątrz nie pozwalając L-karnitynie wprowadzać cząsteczek tłuszczu do wewnątrz mitochondria a poza tym spalając się cukry dają dwutlenek węgla i zanieczyszczają organizm,który musi oczyszczać się z takich skutków spalania . Gdy serce dostaje cukier wtedy jest niedotlenione i niedożywione i nie ma wody do oczyszczenia się czyli bliznowacieje co sie stało właśnie u mnie. No i oczywiście zaczęłam zmieniać sposób żywienia ponieważ po dwóch latach od operacji zaczęłam tracić siłę i mieć znów dławicę bolesną a jest ona oznaką niedotlenienia serca. Jem obecnie smalec gęsi, jest koszerny mięso czyste:wołowinę, baranina ma najwięcej L-karnityny. bez niej tłuszcz nie dostanie się do wnętrza mitochondria,ona zostawia cząstkę tłuszczu i wydostaje się na zewnątrz aby powtórzyć całą operację. Bardzo mnie to zaciekawiło i wprowadziło w zdumienie jak jesteśmy cudownie zbudowani. Ile jeszcze tajemnic nie znamy,które są i dzieją się w naszym organizmie bez naszej wiedzy, zaiste cudowny jest nasz stwórca i Pan. Wracając do mięs to Indyk, kaczka,gęś, cielęcina,jagnięcina ryby te z łuską tłuste. A cha od tłuszczu się nie tyje tyko od nadmiaru jedzenia trzeba jeść często ale po troszku 350 gram jednorazowo tyle co się zmieści w zagłębieniu dłoni tworząc z nich miseczkę. Stosunek składników Białko 1g.-tłuszczu2-3g., węglowodany 0,7-8 to dość zdrowy stosunek najlepiej niech każdy bierze poprawkę na swój organizm obserwując jak się czujemy. Na dzisiaj już starczy idę spać.

poniedziałek, 12 maja 2014

Dalszy ciąg o mojej chorobie.

    Cały czas biorę ten nowy preparat na nadciśnienie i obserwuję jak mój organizm reaguje na niego. Stwierdzam, że coraz lepiej normuje się moje ciśnienie.  Ale to nie tylko ten jeden lek wpływa na moje samopoczucie biorę jeszcze vit. C 1000, Abana, Geriforte, Ruszczyk kolczasty. A przede wszystkim żeby moje serce mogło bić i żebym miała siłę chodzić biorę Koenzym Q 10, który w moim wieku jest niezbędny do funkcjonowania organizmu.Zaraz postaram się o tym napisać
     Ostatnio przeżyłam kryzys zdrowotny. Nie miałam siły chodzić i to tak bardzo że zaczęłam się obawiać o dalsze życie  po prostu gasłam z dnia na dzień nadrabiałam minąą ale to nie zawsze udawało mi się.Zastanawiałam się nad przyczyną tego stanu. Jadłam to co zwykle więc to nie było od jedzenia . Ale gdy rozkładałam leki na tydzień zauważyłam że skończył mi się koenzym Q10 już przed tygodniem wtedy skojarzyłam moje samopoczucie  z brakiem koenzymu oczywiście zamówiłam odrazu i to 240 stuk w firmie SWANSON  (dużo i tanio) dobra firma. I już na nowo łykam po jednej rano i wieczorem . Wpierw brałam po jednej na dobę ale doszłam do wniosku że w takim wieku jak mój to trzeba tego eliksiru młodości brać więcej bo organizm tego już nie produkuje no i miałam rację  czuję się o wiele silniejsza .A dlaczego trzeba to jeśćotórz  koenzym Q10 bierze udział w spalaniu pożywienia w komórkach naszego ciała i to we wszystkich komórkach a mamy ich strasznie dużo. gdy brakuje koenzymu ograniczone jest wytwarzanie energii w naszym ciele potrzebnej do życia. Możże samo spalanie tak cukrów jak i tłuszczy opiszę w innym poście bo to ciekaw sprawa dla osób cierpiących na choroby związane z sercem i krążeniem krwi w organizmie. a teraz idę coś zjeść.Pa

Dalsza opowieśc o mojej chorobie

          Już tak było dobrze z moimi postami myślałam że umiem piać i zapisywać to co napisałam i okazało się że wcale nie. Dziś rano pisałam i pisałam a potem nie chciało mi wcale zapisać tego co napisałam . Ale mogły tego być różne przyczyny więc postaram się teraz pisać oględniej żeby cenzura nie miała do mnie uwag. 
           Moje jelito grube  zaczęło mi szwankować i to najpierw zaczęło się od hemoroidów które mi zaczęły całkiem nieźle doskwierać ale może by mi przeszło tylko że, bóle przeniosły się wyżej na esicę a to był już naprawdę wielki problem dla mnie ponieważ przy każdym sikaniu  oddawałam kał i to by nie było nic takiego gdyby nie okropny ból gdy ten kał przedostawał się przez esicę do odbytu cały dół brzucha ból przeżynał mi piłą i to bez znieczulenia. Okropność i to kilka razy dziennie , nawet siedem razy. Potem zaczęłam dłużej siedzieć i nie biegać tak często do łazienki. To nie zawsze się udawało ponieważ jadłam i piłam normalnie. A żeby było ciekawiej to atak ten zaczął się w długi weekend majowy. Ja przyznaję się bez bicia że na pogotowie czy w ogóle do lekarza chodzę bardzo niechętnie więc cierpiałam i zastanawiałam się co zrobić. mam w domu sok z żyworódki, który sama produkuję. Hoduję roślinę w doniczce a potem sokownikiem wyciskam sok . Jest to takie małe pogotowie ratunkowe w domu , więc i teraz zaczęłam brać soczek 30 kropelek trzy razy dziennie więcej nie można. ale to mi wcale nie pomagało tak ak bym chciała bóle miałam nadal wytrwale brałam ten sok. Po długim weekendzie dla mnie bardzo długim poszłam do lekarza rodzinnego zbadana zostałam dokładnie ale po wierzchu brzuch po nacisku bolał jak licho. Ale przyczyny ani p. doktor ani ja nie domyślaliśmy się więc dostałam skierowanie na specjalistyczne badanie czyli kolonoskopię na drugi dzień zapisałam się no i okazało się że za trzy miesiące będę mogła być zbadana. Lekarz nie dał mi żadnych leków ponieważ nie miałam ani rozwolnienia ani obstrukcji tylko te pierońskie bóle podbrzusza przy oddawaniu stolca. 
           Do mojego domowego leczenia dołożyłam smarowanie sokiem z żyworódki całego dołu brzucha no i to trochę zmniejsza bóle  a dalej łykam sok nie przestaję tyko jeszcze dołożyłam sok z gwiazdnicy pospolitej i tak staram się dotrwać do czasu aby inaczej i szybciej dotrzeć do badania dokładnego. Te ziół ka mają tę dobrą stronę że jeśli nie bierze się ich w nadmiarze nie mają skutków ubocznych. To chyba wszystko na dziś

środa, 16 kwietnia 2014

Historia mojej choroby

          Pamiętam jakie było moje wrażenie gdy obudziłam się po operacji,wcale nie mogłam mówić tak miałam sucho w ustach ale to minęło. Tyle kabli nie widziałam już dawno a to było wszystko podłączone do mnie. Pan doktor przyszedł i zaczął odłączać mnie od tych aparatów ale co było dziwne dla mnie nie czułam bólu. Wiem to środki przeciwbólowe. gdy mnie juz przewieziono na oddział zaczęto nam dawać też tabletki przeciw bólowe. ja nie znam się na tych środkach więc nie wiedziałam co dostaję ponieważ normalnie nie biore takich  leków. Dowiedziałam się co brałam w domu u syna gdzie czekałam na zdjęcie szwów dziesięć dni. Syn wykupił leki zapisane przy wypisie a między innymi też środek przeciw bólowy. gdy go zobaczyłam wtedy dowiedziałam się co brałam w szpitalu okazało się że to był Tramal. Prawdo podobnie był on bardzo dobry po operacji bo dawał znieczulenie na ból i można było przeżyć w miarę spokojnie  i bezboleśnie pierwsze dni po operacji. Ale w domu postanowiłam odstawić ten medykament jako możliwie uzależniający (w skład jego wchodzi narkotyk) nie wiedziałam co mnie czeka więc odrazu postanowiłam go nie łykać , no i zaczęło się całą noc nie spałam ani minuty nie czułam bólu  jeszcze lek działał tylko głowa całkiem pusta i oczy otwarte bez snu.Mózg nie wytwarzal ani grama melatoniny abym mogła zasnąć. rano zaczęły sie pojawiać lekkie odczucia bólu w klatce piersiowej tam gdzie był szew po cięciu ale jeszcze można było wytrzymać. W drugą noc już nie miałam  takiego komfortu że nie czułam bólu organizm wydalił środki znieczulające i nie mogłam spać ale dlatego że bolało. Wtedy przypomniałam sobie że jest taka mudra, która łagodzi ból, więc złożyłam palce kciuk ,środkowy i serdeczny razem a wskazujący i mały wyprostowałam i tak czekałam kiedy ból minie i rzeczywiście po jakichś 20 stu minutach ból zaczął się zmniejszać do tego stopnia że zasnęłam i obudziłam się ramo wypoczęta ale z wracającym bólem więc znowu mudra i kilka godzin bezbolesnych. Na trzeci dzień zaczęłam zastanawiać się nad tym jakie były reakcje moich współtowarzyszek niedoli w szpitalu na "Tramal ". Jedna pani chodziła cały czas uśmiechnięta i tak beztroska,wybuchająca perlistym śmiechem z byle powodu jakby miała osiemnaście lat. Druga wręcz przeciwnie,smutna i niekomunikatywna zupełnie, trzecia co chwilę wołała do siebie pielęgniarki żeby ją przekręcały i biegały koło niej a ja ciągle napominałam mojego bardzo dorosłego syna i miałam do niego jakieś wyimaginowane pretensje. A to moje dziecko codziennie przyjeżdżało do mnie z drugiej strony Warszawy do szpitala i co mi było potrzeba wszystko dostarczał był bardzo opiekuńczy i kochany tylko ja nie wiem co od niego chciałam. Ale po otrzeźwieniu po działaniu leku bardzo szybko zrozumiałam co było przyczyna mojego zachowania i oczywiście przeprosiłam go  za to moje zachowanie i wytłumaczyłam mu co było tego przyczyną.Zrozumiałam na własnym przykładzie jakie mogą być skutki takiego zniewolenia  przez leki za silne dla mnie. Odstawianie powinno być chyba nie takie jak ja zastosowałam ale może zmniejszanie dawki aż do odstawienia  nie wiem  nie znam się na tym lepiej zapytać lekarza żeby nie było to tak gwałtowne w skutkach jak u mnie.
          Po operacji dostałam leki, powiedział mi lekarz ,że mam je brać do końca życia , które spowalniają bicie serca i rozrzedzają krew, i zapobiegają nawrotom dusznicy bolesnej. Przez półtora roku brałam te leki ale zaczęły  jakoś mniej działać .lekarz zmieniał jeden lub dokładał jakiś jeszcze a mnie zaczęły męczyć bóle w klatce i miałam coraz mniej siły więc doszłam do  wniosku że jest coś nie tak z moim leczeniem. Oczywiście zaczęłam zaglądać na różne fora i czytać co i jak. Tam dowiedziałam się że leki farmaceutyczne tylko łagodzą skutki choroby ale nie leczą w pełnym tego słowa znaczeniu.A taka choroba jak moja ze zwłóknieniem  prawej komory i ścianki dzielnej postępuje i żyje się z tym około dwóch lat a potem przeszczep serca na co ja w moim wieku raczej nie mam co liczyć są zresztą sama tak myślę młodsi, których trzeba ratować w ten sposób albo trzeba nauczyć się wąchać kwiatki od sporu. No i zaczęłam zastanawiać się jak żyć wiele rzeczy nie warto było zaczynać bo nie wiem czy skończę. Myślenie na dziś , bo jutro może mnie już nie być. Nie, śmierci akurat nie boję się . Jestem osobą wierzącą i cały czas staram się jak najbliżej być mojego Pana. Wiem że będę spać tylko inaczej bez czucia i świadomości i w tym niebycie czekać na przyjście Pana i wzbudzenie przez Niego gdy przyjdzie po raz drugi aby zabrać swoje dzieci tam gdzie sam jest , do Ojca naszego, który jest w niebie. Ta wiara daje mi spokój i nadzieję ale takie oczekiwanie z nastawieniem na rychłą śmierć nie jest bynajmniej życiem na obrotach jakich by oczekiwał człowiek bez takiej świadomości. Ponieważ już minęło więcej jak dwa lata od wstawienia mi bajpasów a ja w dalszym ciągu żyję nabrałam nadziei , że może to umieranie się odwlec w czasie, no to trzeba sie ożywić i zacząć myśleć inaczej. Poszło mi to dość lekko i szybko . Przede wszystkim modliłam się o to żeby mój Pan dał mi lepsze leki i opiekował się mną . Jak zwykle On mnie nigdy nie zawodzi więc i tym razem mi pomógł. Musze jeszcze nadmienić że po długim braniu Polokartu musiałam leczyć się u hematologa bo pękały mi naczynia włosowate na łydkach tak okropnie że robiły się wysięki krwi podskórne wielkości ośmiu cm. średnicy i zostawały po tym t.zw. pajączki, które mam do dziś. (Szpecą nogi ale  mniejsza o to) bo ja bałam się że wewnętrznie mogą być też takie wysięki ponieważ stwierdzono u mnie miażdżycę tętnic a wtedy naczynia krwionośne są kruche podatne na pęknięcia, Polokard rozszerza naczynia żeby krew mogła lepiej płynąć i to jest dobrze gdy naczynia są elastyczne ale gdy są ze zmianami chorobowymi i to już nie jest tak dobrze. A poza tym miałam lek na zwolnienie bicia serca aja bez leku miałam 40-52 uderzeń na minutę jak po tym leku serce doszło do 38 to dałam sobie spokój z lekiem i uzgodniłam to z moim lekarzem że będę brała wtedy jak będzie przyspieszone bicie do wyżej jak dolna norma dla pulsu, co jeszcze mi się nie przytrafiło do tej pory.Moje serce bije powyżej 60 uderzeń na minutę tyko przy dużym wysiłku albo gdy się bardzo zdenerwuję, tak było zawsze.
           Wracając do mojego szukania jak sobie pomóc, zaczęłam myśleć o przyczynie całego tego zła. Ale nie mogłam się niczego dowiedzieć ani od lekarzy, ani od ludzi. Pierwszą moją wskazówką gdzie mam szukać było myślenie ,że jeśli mam takiego Opiekuna , który mnie stworzył to trzeba sięgnąć do Jego apteki. Od znajomego dostałam broszurę "Nowości Ziołolecznictwa" i zaczęłam szukać leków naturalnych, które by zastąpiły te farmakologiczne zabierające mi siłę do życia. Już nie mogłam wejść na trzecie piętro do domu jeśli nie odpoczywałam co chwila nie mówiąc o zakupach jakichkolwiek żeby je wnieść do domu.Dobrze że drugi syn mógł mi pomagać.No  i w tej broszurze znalazłam wspaniałe leki Które działaja tak jak te od lekarz ale nie maja żadnych skutków ubocznych . Zamówiłam je przez internet i zaczęłam używać pomału odstawiając leki farmakologiczne Ale to nie wszystko bo leki te leczą tętnice oczyszczają uelastyczniają Czyli cofa się miażdżyca tętnic nie pękają naczynia włosowate już nie robią mi się samoistne  siniaki.Unormowałam cholesterol A teraz gdy mam tętnice w lepszym stanie zamówiłam lek ziołowy od ciśnienia krwi ponieważ mam nadciśnienie jest to lek ,który rozszerza tętnice i działa też na uspokojenie (nerwica) redukuje agregację( zlepianie się płytek krwi, chroni mięsień sercowy przed niedokrwieniem, zwalnia czynności serca przy jednoczesnym zwiększeniu siły skurczów jego mięśnia, tym samym zwiększa przepływ krwi przez włośniczki,zapewnia bogatszą dostawę tlenu i substancji odżywczych do tkanek  a cały układ żylny czyni sprawniejszym. i to wszystko jedno ziółko w tabletkach nazywa się" Serpina" producent Himalaya. Najlepiej przeczytać trochę o tym leku bo działa nie tylko na nadciśnienie. Już bolą mnie plecy czas odpocząć i wziąć się za obiad. A o żywieniu napiszę innym razem to też jest ciekawy temat i bardzo wpływa na stan zdrowia.

niedziela, 23 marca 2014

O sercu inaczej

          Jak już wspomniałam w poprzednich wpisach jestem chora na serce i naczynia krwionośne mam w nie najlepszym stanie. Cały czas zastanawiałam się co się stało z moim układem krwionośnym przecież starałam się żywić bardzo zdrowo według diety wegetariańskiej . Do gotowania używałam tylko oleju z oliwek z pierwszego tłoczenia  no i co się stało,że zapchane miałam naczynia wieńcowe i to bardzo 75%,85% i 93% tak,że musiano mi wstawiać trzy bajpasy.
         A co do serca było niedotlenione aż dostałam dławicy bolesnej objawiało to się tym, że mogłam bez bólu w klatce piersiowej przejść  najwyżej 80 do 100 m. a potem musiałam stanąć i odpoczywać wdychając jak najwięcej powietrza. Było to bardzo uciążliwe i bolesne. Po wizycie u kardiologa i badaniach specjalistycznych skierowano mnie na operację. Wstawiono bajpasy i taka wyremontowana wróciłam do domu oczywiście z torbą leków, które mam brać do końca życia.
        Wszystko było by dobrze gdyby nie mój niepokój i zadawane sobie pytanie co wpłynęło na tak fatalny stan mojego zdrowia. W międzyczasie, już po operacji dowiedziałam się ,że mam zwapnioną część prawej komory serca i ściankę oddzielającą prawą komorę od lewej więc mam ograniczoną wydolność serca . Chyba każdy by się zastanowił od czego takie poważne stany   wykluły mi się w organizmie. Jestem osobą nie poddającą się łatwo więc zaczęłam szukać, czytać i znalazłam jedną z przyczyn a było to; bardzo łatwe przerabianie przez wątrobę właśnie olejów roślinnych na cholesterol który zapychał moje naczynia wieńcowe. 
           No dobrze ale jak nie olej to co mogę używać? Znalazłam książkę o oleju kokosowym no i odetchnęłam z ulgą to będzie już na pewno ten wspaniały tłuszcz dla mnie bo spala się świetnie nie odkłada się w organizmie i wszystko będzie ok.
         W międzyczasie leki, które używałam zaczęły coraz mniej działać. Serce wcale nie było dobrze dotlenione i zaczęła wracać dławica bolesna przy większym wysiłku. Doszłam do wniosku że to są leki ,które nie leczą moich dolegliwości tylko likwidują objawy a choroba dalej postępuje. To mi się wcale nie podobało . Zaczęłam szukać w internecie opinii na ten temat i jeden lekarz kardiolog napisał całą prawdę o takim stanie jak mój leków uzdrawiających nie ma a z takim stanem serca żyć można około dwóch lat a potem albo przeszczep albo "nogami do przodu" Czyli choroba  posuwa się na przód. A ja po takim stwierdzeniu poczułam się dosyć dziwnie i to nie dla tego ,że boję się śmierci o nie ja wiem co mnie czeka po zamknięciu oczu to proste, będę spać i czekać w nieświadomości aż przyjdzie mój Pan i mnie wzbudzi więc z ufnością czekam na śmierć to mnie nie minie. Ale kazdy człowiek chciałby żyć jak najdłużej i ma jeszcze zawsze coś do zrobienia.
            Muszę napisać jeszcze jakie skutki były z łykania  "Polokartu" dostałam takich wysięków podskórnych krwi aż się znalazłam u hematologa, który mnie z tego wyleczył ale  kardiolog wcale nie zmienił leku a nawet zwiększył dawkę więc poszukałam sama i znalazłam lek ziołowy, który działa tak samo a nie mam takich skutków jak poprzednio i jeszcze działa na unormowanie cholesterolu jest to "Abana" z firmy Himalaya. biorę też koenzym Q 10  Ruszczyk kolczasty na uelastycznienie żył . Geriforte to taki preparat dla starszych osób bardzo dobry wspomaga cały organizm i leczy nawet uporczywą bezsenność.A witaminę C biorę w dużych dawkach C-1000, p. hematolog mi powiedziała że oczyszcza i wzmacnia tętnice ponieważ w żyłach nic się nie odkłada tylko w tętnicach są widoczne skutki choroby.
             W lutym 2014 roku minęło dwa lata od operacji i jeszcze żyję ale dalej szukam żeby nie szkodzić organizmowi tym co do niego wkładam czyli jem. Do czego doszłam i co znalazłam jeśli chodzi o żywienie a raczej leczenie żywieniem napiszę następnym razem bo już mnie bolą plecy muszę odpocząć chyba daje o sobie znać te moje 75 lat.

piątek, 28 lutego 2014

Poznanie Boga

         Pamiętam jak starałam się na początku chodzić z Bogiem na codzień. Pragnienie moje było wielkie aby zawsze stawiać Pana na pierwszym miejscu. Ale to wcale nie takie łatwe, dla osoby,która do tej pory cały czas musiała liczyć tylko na siebie w wychowaniu trzech chłopców, zarabianiu na życie i sprostaniu wszystkim obowiązkom jako matki i zastępując im ojca który bardzo wcześnie umarł. to było dla kobiety wcale niebagatelne wyzwanie. Pan mi pomagał we wszystkim teraz to wiem ale wtedy wcale tak nie myślałam, wszystko przypisywałam swojej mądrości i pracy. Oczywiście wierzyłam w Boga wychowałam się w katolickiej rodzinie w której Bóg był bardzo ważny tylko w inny sposób. N.p. karcenie mnie jak zrobiłam coś złego:Pamiętaj Ze Bozia cię widzi i cię ukaże jak się nie poprawisz. No właśnie, Bóg jako rózga dyscyplinująca dziecko i wiele innych przykładów albo; to dziecko to kara Boża nie wiem za jakie grzechy. Ale nie o tym chcę mówić.Wracając do tematu jak Pan uczył mnie  abym stawiała Jego na pierwszym miejscu.
         Bardzo byłam zadowolona gdy nauczyłam się grać na keyboardzie, przy wielkiej pomocy Bożej, jestem o tym przeświadczona, ponieważ byłam już emerytką  a potrzebny nam w zborze był ktoś kto będzie akompaniował do śpiewu na nabożeństwach, wypadło na mnie i stało się . Podkreślam że zawsze uważałam Boga za sprawcę tego mojego uzdolnienia. Ale jestem tylko człowiekiem. I tu się zaczyna moja przygoda z Bogiem:W pewną sobotę na usługiwanie przyjechał do nas brat Chalupka Roman a że on bardzo dobrze gra, ja oczywiście bez żadnej skromności chciałam się pokazać jak ja gram i śpiewam pieśń przeze mnie skomponowaną i z moimi słowami. Czy było to stawianie Pana na pierwszym miejscu? Czy chciałam uwielbić Pana tą pieśnią, którą mi wcześniej dał ku swojej chwale? Nie! Ja chciałam wyeksponować siebie i to był mój największy błąd,bo Pan dał mi od razu nauczkę i przytarł rogi jakie zaczęły mi wyrastać. Mój solowy występ całkowicie się nie udał, myliłam się w graniu i słowa uciekały mi z pamięci. było to wiadro zimnej wody wylane na moją głowę. Ale byłam bardzo wdzięczna mojemu Panu za to,że pokazał gdzie jest moje miejsce, za moim Panem a nie przed Nim, chyba że chcę torować drogę dla Jego powtórnego przyjścia.głosząc dobrą nowinę ludziom, z którymi Pan mnie umawia na spotkania. 
         Sianie dobrej nowiny ,że Pan przyjdzie wkrótce i mamy przygotować się na Jego przyjście to jest nasze zadanie, do którego powołał nas Pan. Aby gdy przyjdzie mógł zebrać obfity plon naszej wspólnej pracy Jego jako gospodarza i właściciela a nas jako wiernych pomocników, jako narzędzi  w Jego rękach. 
          Naśladowanie Chrystusa lepiej nam jest zrozumiałe i bardziej przyswajlne gdy spotkamy kogoś, kto nas pobudza do myślenia swoim zachowaniem. O co mi chodzi? Byłam kiedys na nabożeństwie w zborze Warszawa-Centrum  głównym mówcą był brat Zdzisław Ples. Kazanie bardzo mi się podobało  ekspresja  jaką mówił nie dała zasnąć nikomu ze słuchaczy a treść też była zajmująca i ciekawa, ale ja nie o kazaniu tylko o zachowaniu brata Plesa chcę mówić. Po zakończeniu brat stanął przy drzwiach i żegnał się z wiernymi i wtedy udeżyła mnie jego wielka skromność i usilne podkreślanie udziału Boga w tym co mówi gdy go chwalono i dziękowano za tak udane głoszenie ewangelii. Wtedy, właśnie wtedy tak mnie to uwiodło, że zapragnęłam właśnie tak zachowywać się zawsze oddając chwałę Panu za to co robię. Zaczęłam się o to gorąco modlić ,prosic Pana żeby zmienił mój charakter tak, abym to czuła a nie tylko głosiła słowami wszem i wobec że stawiam Boga na pierwszym miejscu .Aby to stało się moją drugą naturą ujawnioną w myślach, mowie i uczynkach zawse i wszędzie Pan.
            Przyznaję że mój Pan miał ze mną nie jeden kłopot zmieniając  powoli mój samodzielny nastawiony na walkę o zaspokajanie doraźnych potrzeb charakter, na łagodny, spolegliwy i oddany Panu ufający bez reszty, odzwierciedlający choć w jakiejś mierze miłość Bożą okazywaną  ludziom przeze mnie. Cały czas pragnę abym mogła być łożyskiem rzeki dobroci płynącej od naszego Pana do ludzi, którzy chcą być bliżej Boga, poznać Go lepiej i pokochać wieczną miłością, taką aby nie mieć ani siły ani chęci z niej zrezygnować. Ale to może tylko sprawić Pan ,źródło tej miłości. Wierzę że gdy będę wytrwale prosić o to Boga dostanę to czego pragnę i to będzie ku chwale Pana, bo mojej zasługi w tym nie będzie.
              Jakże wielka jest różnica w widzeniu Boga teraz  w porównaniu z tym jak Go widziałam kiedyś gdy Go nie znałam osobiście. Jak zmieniło się moje myślenie i priorytety życiowe jestem sama zadziwiona tym , jak wielkich zmian dokonał Pan we mnie w moim życiu gdy zaczęłam Go poznawać czytając Pismo, dobre książki i słuchając ludzi, którzy mieli już bliższe relacje z Bogiem. Często gdy miałam jakieś pytanie, które mnie nurtowało a nie mogłam znaleźć odpowiedzi, wyjaśnienia, mój Pan odpowiadał mi wkładając jakąś książkę do ręki albo podsyłając człowieka, który wyjaśniał tak, że mogłam zrozumieć, czasem przysyłał kaznodzieję i całe kazanie było właśnie na nurtujący mnie temat. A po nabożeństwie w rozmowie dowiadywałam się że ten brat miał być gdzieś indziej ale tak się złożyło że był u nas. Lub było tak że brat który służył Słowem Bożym na samym wstępie tłumaczył: No wiecie zastanawiałem się wczoraj o czym dziś będę mówił do was i przyszedł mi na myśl taki temat. No właśnie, ten akurat, którego ja nie mogłam rozgryźć przez cały tydzień. Czy nie jest to opieka Boża tak wyraźnie pokazana?
         Nasz Bóg jest żywym Bogiem dbającym o każdego z nas bez wyjątków. Traktuje każdego z nas z taką samą uwagą.  Mam takie przeświadczenie,że każdy z nas w Bożym sercu ma  swoje zarezerwowane miejsce, którego nikt zastąpić nie może. Gdy odchodzimy od Pana miejsce to pozostaje puste a Pan tęskni za tobą, mną i każdym człowiekiem. Nie dajmy Mu dłużej tęsknić wracajmy jak najszybciej pod Jego opiekę. Pozwólmy się kochać i przyjmujmy Bożą miłość do naszych serc. Aby powiększyć chwałę Bożą na ziemi w sposób widoczny w naszym życiu.         Amen.

czwartek, 27 lutego 2014

Kożyści dla mnie z oddania się w opiekę Panu.

           1)  Pierwsze co mi przychodzi na myśl to moje imię wypisane na sercu Arcykapłana Chrystusa gdy wstawia się za nami u tronu Boga Ojca w niebiańskiej Świątyni tak jak imiona 12 plemion Izraela na kamieniach szlachetnych na napierśniku kapłana.
         2) Jezus złożył za nas ofiarę z samego siebie, dlatego Jego krew obmywa nasze grzechy,gdy się do Niego zwrócimy i zawrzemy z Nim przymierze poprzez chrzest. Wtedy On swoją mocą może zachować nas od grzechu, uświęcić i doprowadzić nas do, Królestwa swojego. Dać nam życie wieczne z łaski. Warunek: Poddać się całkowicie Jego woli i słuchać codziennie głosu Ducha Świętego, który nas prowadzi i podpowiada co mamy robić aby dokonywać dobrych,  miłych Bogu wyborów.
                3)  Ludzkość nie miała dostępu do tronu Bożego z powodu grzechu. Chrystus swoją śmiercią za nas, jako jedyny Sprawiedliwy, bezgrzeszny, otworzył wrota nieba i Niebiańskiej Świątyni, Dlatego teraz każdy kto weń wierzy może przyjść do Niego i otrzymać  pewność, że Bóg go wysłucha ponieważ za nas mówi Chrystus nasz Pośrednik do tronu Bożego.
               4)Możemy teraz śmiało zwracać się do Ojca i rozmawiać z Nim o wszystkim o naszych smutkach i radościach wiedząc, że On ma dla każdego z nas zawsze czas i znajdzie zawsze najwłaściwsze rozwiązanie naszych spraw a przede wszystkim opiekę i prowadzenie gdy się zdecydujemy iść drogą wytyczoną przez Pana.
           5) Gdy już zrozumiemy jak wiele uczynił dla nas Jezus to nasza wdzięczność i wiara wzrośnie bardzo  Zauważymy, że starotestamentowa Świątynia i obrzędy w niej czynione wskazywały na to, co ma się stać a ludziom została tylko nadzieja, że to się wypełni w osobie Jezusa Chrystusa. A my mamy pewność, że zmartwychwstał i wstąpił do Ojca, tą pewność podaną nam przez naocznych świadków w Piśmie Świętym. Teraz mamy tylko silnie uwierzyć bez żadnych wątpliwości i trzymać się tej wiary jak tonący koła ratunkowego, które nam rzucono z nieba i nie puszczać pod żadnym pozorem, aż znajdziemy się przy naszym Panu w niebie.  
           6) Oderwijmy nasz wzrok od ziemi i spójrzmy na Pana tam w górze za słońce, wtedy będzie nam łatwiej pojąć co nam nasz Pan ofiaruje w zamian za naszą wierność i posłuszeństwo. Te ziemskie zmartwienia i troski dnia codziennego przeminą jak wszystko tu na ziemi, ale tam jest ktoś, kto nie przeminie, kto trwa wiecznie, kto chce podzielić się z nami tą wiecznością i swoją obecnością w naszym życiu chce nas zaszczycić. To jest największy zaszczyt dla nas, być dopuszczonym do tronu Władcy Wszechświata jako Jego dziecko. A naszej zasługi w tym nie  ma, dostaliśmy to z łaski za darmo, dzięki miłości Bożej do nas. Bo my umieliśmy tyko zniszczyć pierwotny plan Boży dotyczący człowieka. Ale Bóg wszystko naprawił i nadał naprawia teraz w nas.Uświęca, zmienia nasz sposób myślenia,nasz wypaczony charakter , nasz sposób życia i priorytety w naszym życiu. Opiekuje się nami tak troskliwie, jak żaden rodzić ziemski nie może się opiekować. Chwała i dziękczynienie Mu za to.
               7) to nasz Niebiański Ojciec wie co z nami stanie się za chwilę, za godzinę , za tydzień, za miesiąc za rok do końca naszych dni tu na ziemi. to On wie co jest dla nas najlepsze i obdarza nas tym jesli chcemy to od Niego przyjąć w pokorze i wdzięczności. Daje nam i chcenie i wykonanie gdy poddamy się wpływowi Jego woli,Jego Ducha. Czy jeszcze coś nam potrzeba do szczęścia?  Ufać, ufać i jeszcze raz ufać, słuchać pilnie z uwagą co do nas mówi Duch w każdej chwili naszego życia gdy mamy dokonać wyboru a resztę zostawmy Panu.  Oj! Dobrze na tym wyjdziemy jestem tego pewna tak, jak tego, że Jezus Chrystus jest moim Panem, Królem, Zbawicielem i Arcykapłanem. Wszystkim co mam pewnego na tym przemijającym świecie. Dzięki Ci Panie, że raczyłeś wlać w moje serce tą pewność i zrozumienie. Wielbię Cię. Amen.                                                                                                                                                                             

środa, 26 lutego 2014

Dalszy ciąg o ufności

       Poprzednio rozważałam o naszej ufności ,ale jest i druga strona do której my mamy zaufanie.Jest to Bóg. Zastanawiam się czy i On może nam ufać. To że nas kocha to widać z Jego postępowania z nami ale czym  my odwdzięczamy się Bogu za to wszystko co dla nas czyni.Patrząc ogólnie na ludzkość i ujmując nasze zachowanie wobec Boga też po ludzku nie widzę tego różowo. Ile razy postawił cię do pionu gdy byłeś na dnie rozpaczy? a ty ile czasu odczuwałeś wdzięczność i nie zdradzałeś Pana grzesząc, nie słuchając Jego dobrych rad i prowadzenia? Nie piszę tego żeby kogoś pouczać czy dołować ale dotyczy to przede wszystkim mnie samej, bo ja sama zastanawiam się w którym miejscu jestem w relacji z Bogiem. Że ja Mu mogę ufać to wiem (sprawdzone wielokrotnie) ale czy Bóg może ufać mnie , czy może polegać na mnie gdy chce mnie użyć do swojej pracy,to zależy w dużej mierze ode mnie jak ja poddam się Jego wpływowi Jego podpowiedzi co mam i jak mam wykonać zadanie nałożone na mnie przez Boga. Przecież często modlimy się, prosimy Boga " Panie użyj mnie oto jestem". A gdy chce mnie użyć czy słucham Go i z radością wykonuję dzieło dla Pana dziękując Mu że mnie zatrudnił. Tak być powinno Jeśli nie jest tak, to ze mną jest coś nie tak w relacji z Bogiem i to z mojej przyczyny. No i doszłam do punktu kulminacyjnego mojego rozważania. Mój Bóg Wszechmogący stworzył taki głaz, którego sam nie może udźwignąć. Jest to wolna wola którą nam podarował przy naszym stworzeniu. To jest przeszkoda w tym, aby Bóg mógł działać w nas bez naszej wiedzy. On szanuje to co postanowimy,ale żeby mógł w nas działać i na nowo nas kształtować abyśmy pasowali do mieszkańców nieba potrzebne jest, przyzwolenie z naszej strony na zmiany jakie trzeba poczynić w nas. Jeśli tego pragniemy i odzwierciedlając Jego miłość w naszych sercach prosimy Go o to aby nas zmieniał, pomagamy tym samym podnosić ten głaz, którego sam Bóg nie udźwignie. A jest to tak samo ważne dla obu stron aby wreszcie w niebie zapanował spokój i na ziemi raj. 
           Jeśli pozwolimy Bogu pracować nad nami oddając naszą wolną wolę w Jego troskliwe ręce to doprowadzi nas do takiego stanu, że będzie mógł nam ufać tak jak my Jemu i to jest najpiękniejszy cel naszej przemiany, naszej odnowy, naszego odrodzenia. Dziękuję Ci Panie z całego serca za Twoją łaskę i miłość jaką nas otaczasz i że nigdy nie rezygnujesz z nas gdy upadamy ale dzięki Tobie Panie podnosimy się silniejsi, mądrzejsi i bardziej przywiązani do Ciebie Twoją bezgraniczną miłością.

Zaufanie Boże

          Nie zastanawiałam się nigdy nad tym , czym jest tak naprawdę zaufanie. Czy my mamy zaufanie w swoim charakterze, czy trzeba się tego nauczyć. Na czym ono polega. Jakie są konsekwencje gdy go mamy i jakie gdy go nie mamy i komu możemy zaufać a komu nie, jejku tyle pytań. Okazuje się że to wcale nie błahy temat,a ja nie zastanawiałam się nad nim głębiej. No cóż spróbuje to jakoś usystematyzować i nie robić chaosu w tym moim pisaniu.
             Po pierwsze czym jest tak naprawdę zaufanie. Ja czuję zaufanie do kogoś na kim się nie zawiodłam, kto zawsze podaje mi pomocną dłoń.Na kim mogę polegać w trudnych dla mnie chwilach życia. Kto mnie nie wyśmieje choć czasem fantazja moja jest ponad normę a realia zostały daleko poza mną ,lub jestem w niezręcznej sytuacji a ta osoba trwa przy mnie i pomaga mi wybrnąć z niej, komu wierzę bez zbędnej dyskusji. Hm, zaczynam się zastanawiać czy ktoś z ludzi jest taki żeby sprostać tym zadaniom? Przyznam się szczerze, że na swojej drodze nie spotkałam takiej osoby, choć bardzo bym chciała ufać całkowicie komuś z mojego otoczenia ale, no właśnie zawsze jest jakieś ale i to mnie przeraża .Choć nie powiem, że nikomu nie ufam owszem ufam ludziom ale na pewno nie bez reszty, jakaś cząstka mnie jest zawsze czujna i obserwuje reakcje drugiej osoby aby w porę zareagować mniej lub bardziej spontanicznie, sadzę że nie tylko ja tak się zachowuję względem ludzi ale i innych żywych istot żyjących na tej ziemi.
             Ja wiem, że jest ktoś taki komu mogę bezgranicznie zaufać, to nasz Pan Jezus Chrystus tylko On dzięki swojej bezwarunkowej miłości do nas spełnia te wszystkie warunki,które opisałam poprzednio, żaden człowiek Mu nie dorówna . On zawsze umie się pochylić nad potrzebującym pomocy i wyciągnąć go z najbardziej głębokiego dołka i postawić tam gdzie uważa że jest jego miejsce, czasem wbrew oczekiwaniu ludzi. Codziennie czyni małe cuda dla postronnych nie widoczne ale dla zainteresowanych są błogosławieństwem dnia codziennego,które tysiące ludzi na ziemi utwierdzają w wierze i uskrzydlają w życiu dla naszego Pana z wielkiej wdzięczności. Tak! W tym okropnym świecie pełnym przemocy można czując ufność do Pana, żyć radośnie i szczęśliwie. Ale jest jeden warunek ; nauczmy się patrzeć na nasze życie pozytywnie i poprzez ufność do Pana choć by nie wiem co nas spotkało co nam się w pierwszej chwili wydaje klęską i krzywdą to zawsze miejmy ufność w Panu i nie narzekajmy, tylko oddajmy nasze zmartwienie Panu i z ufnością czekajmy na bieg wydarzeń, pozwólmy Panu działać a w cudowny sposób rozwiąże nasze problemy a wtedy nie zapominajmy Mu podziękować z całego wdzięcznego serca choć czasem rozwiązanie problemu jest nie po naszej myśli to wiedzmy, że było to rozwiązanie najkorzystniejsze dla nas i nie szemrajmy przeciwko Panu bo On widzi na początku jaki będzie koniec. 
             Wiem że zaufanie takie bezgraniczne jakie mają dzieci do swoich rodziców dorosłym przychodzi nie łatwo wiem to z autopsji ale z czasem przy naszej usilnej modlitwie do naszego Zbawiciela wpisane zostaje to zaufanie w nasz charakter po prostu ufamy Panu i już,przecież On jest Wszechmocny On może wszystko i nic nie zrobi takiego co nam zaszkodzi a właśnie wszystko co dla nas czyni czyni dla naszego dobra. Pełna ufność do Boga to jest największe błogosławieństwo jakim może nas obdarzyć nasz Bóg. Taki dar Boży daje pełny pokój wewnętrzny, odpoczynek od zmartwień. Właśnie, radość życia. Serce przepełnione wdzięcznością. Chce się śpiewać całą piersią na chwałę Panu, wielbić Go i czcić najbardziej szczerze jak umiemy. Wtedy dopiero możemy ufać wszystkim bo jesteśmy pod najwspanialszą ochroną jakiej może udzielić tylko Bóg. Nawet moce piekielne nas nie zmogą bo nasz Pan już zwyciężył tego, który nam zagraża jeszcze tu na ziemi. Ale Boże dzieci mają przed nim osłonę w Jezusie Chrystusie Panu naszym tyko nie przestańmy Mu ufać ani na sekundę bo od tego zależy nasze bezpieczeństwo i to fizyczne ale też i duchowe, oraz życie wieczne.

wtorek, 11 lutego 2014

Serce i jego dolegliwości

        Tak naprawdę to chyba każda osoba żyjąca ma jakieś kłopoty z sercem nie mówię że choroby serca ale właśnie małe lub większe kłopoty z sercem. Jest to organ podatny na uczucia czy się do tego przyznajemy czy nie to i tak serce bije nam szybciej jak widzimy kogoś bardzo bliskiego lub kogoś do kogo czujemy odwrotność miłości, no może nie złość czy nienawiść ale raczej z kim mamy odmienne poglądy.Albo gdy się kogoś obawiamy, nie wiedząc jak  zareaguje na nasz widok. I jest pytanie zasadnicze jak mamy my reagować na takie spotkania. Jeśli mamy zaplanowane spotkanie to się do tego przygotowujemy. Ale jeśli niespodzianka, to co wtedy robimy? Warto siebie poobserwować ,co czujemy na widok danej osoby. To nam dużo powie nie tylko o tej osobie ale też o nas samych.
         Tak naprawdę pragnę aby moje odczucia były zawsze pozytywne na widok każdej osoby jaką spotykam w swoim otoczeniu. Ponieważ bardzo dobrze czuję się w tedy, gdy mogę ze spokojem rozmawiać  o wszystkich rzeczach czy dobrych czy tych drażniących. Przyznam się szczerze, że nie zawsze udaje mi się utrzymać spokój w rozmowie lub reakcji na innych. Każdy prawdziwy odrodzony chrześcijanin powinien zachować spokój w każdej sytuacji. Powinien nie dać się sprowokować  do głupiej dyskusji lub tym bardziej kłótni. Ale powinności swoją drogą a życie swoją.
         Ze mną jest jeszcze jeden problem ; ja bardzo nie lubię rozstawać się w gniewie lub jakichś niedomówieniach , gdy jest coś nie tak z mojej strony  i nie ważne czy ktoś mnie sprowokował czy nie, ja przeżywam to bardzo i długo, nawet czasem kilka dni czuję niesmak i jestem rozczarowana  swoim zachowaniem bo wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia, to ja powinnam zachować się faer pomimo okoliczności niesprzyjających takiemu zachowaniu. Modlę się do mojego Pana aby odebrał mi takie myśli, których wcale nie chcę. a poza tym moje serce daje znać w takim wypadku o sobie wcale nie przyjemnie. Mam zrosty na prawej komorze serca i na ścianie rozdzielającej komory więc nie pracuje moje serce wydajnie a gdy jeszcze dochodzi do tego stres wywołany głupim zachowaniem kogoś to wtedy mam ograniczoną wytrzymałość i czasem wybucham nie wtedy gdy trzeba robiąc zamieszanie i konsternację innych obecnych a ten kto mnie sprowokował czyniąc niewinną minę udaje, że to ja przecież źle się zachowałam. Po takim incydencie czuję się całkiem bezradna  i nie wiem jak postąpić. gniewać się nie umiem a przejść do porządku jak by nic się nie stało nie zawsze od razu udaje mi się , choć tak szczerze mówiąc od razu rozmawiam  z tą osobą i nie okazuję jej niechęci, i nie czuję niechęci ale gdy przyjdę do domu i zaczynam przypominać sobie całe zajście to już wtedy  mam problem z zapomnieniem o wszystkim. 
          Zastanawiam się czy jest jeszcze ktoś ,kto tak samo przeżywa takie incydenty. Naprawdę nie czuję nienawiści do tej osoby raczej litość. Bo tłumaczę sobie to tak: Przecież ta osoba chyba nie rozumie że mnie skrzywdziła czy poniżyła wiec to ona potrzebuję pomocy od Boga bardziej jak ja i zaczynam się wtedy modlić za nią aby Pan zmienił jej myślenie dał jej poznać jakie było jej zachowanie  wobec mnie a może nie tylko mnie ale i wobec innych ludzi. No i to mi pomaga , wycisza aż uspokajam się i już nie myślę o tych rzeczach.
           No, dzisiejszy wpis nie jest  wesoły ale to samo życie. Raz świetnie wszystko idzie  innym razem trochę inaczej. Tylko boję się że kiedyś dostanę zawału i narobię komuś kłopotu, czego bym nie chciała z całego serca, ponieważ nie lubię być natrętna ze swoją osobą. Ani narzucać się z towarzystwem. Jestem raczej skromna i nieśmiała choć czasem wygląda to inaczej ale to jest brawura osób nieśmiałych żeby się to nie wydało jaka jest naprawdę.
            Im jestem bliżej mojego Pana tym spokojniejsza jestem w rozmowach z innymi ludźmi. Mój Bóg daje mi pewność opieki daje mi także opanowanie sytuacji w jakich sie znajduję a takie jak wyżej opisane incydenty trafiają mi się bardzo rzadko a mam nadzieję ,że Pan całkiem odejmie mi taką reakcję na zachowania innych, o co bardzo Go proszę ponieważ będzie to ku Bożej chwale a mnie przysporzy zdrowia.
             No w tym tygodniu Walentynki ten zachodni obyczaj pomału przyjmuje sie i u nas choć jest obchodzony nie tak szumnie jak w innych krajach. Ja mam spokój bo nie mam nikogo takiego komu bym miała wysyłać czy podarować jakieś walentynkowe gadżety ale do Klubu trzeba ubrać się z akcentem czerwieni. Mam czerwoną bluzkę to powinno wystarczyć. A serduszka nie widać bo ono też jest czerwone chyba?
        

piątek, 7 lutego 2014

Nadgorliwość

          W każdy czwartek u nas w Łukowie odbywa się wykład z teologii  i chcę właśnie  podzielić się wrażeniami z wczoraj. Sam wykład był jak zwykle na wysokim poziomie ponieważ prowadzi go Adam Grześkowiak nasz pastor dr. teologii. Ale wczoraj zaszczycił nas swoją obecnością pastor z Kościoła Zielonoświątkowego a prawdopodobnie ciekawy był wykładu o Apokalipsie bo taki był temat. Oczywiście była dyskusja w miarę ożywiona ale nie to zwróciło moją szczególną uwagę. Po wykładzie zaczęliśmy rozbijać się na grupki i jeszcze dyskutowaliśmy. Ponieważ wykłady te są otwarte i przychodzą tam różni ludzie z poza naszego kościoła, dyskusje  na nowy temat wygłoszony przez prelegenta są potrzebne. Ale niektórzy członkowie naszego zboru tak gorliwie dyskutują i koniecznie chcą akceptacji wiadomości natychmiast nie zwracając uwagi na rozmówcę, jak to przyjmują i zdarza się, że zrażają nowych ludzi. Czasem temat jest bardzo nowy dla ludzi z poza kościoła i zawsze trzeba im dać czas aby przemyśleli a czasem sami jeszcze poczytali w Piśmie zanim zrozumią i przyswoją sobie nowe spojrzenie na dany temat, nie wolno ich poganiać i być natarczywym względem nich , bo choć głosimy prawdę biblijną nie możemy jej wciskać na siłę. Jak ktoś nie przyswoi i nie zrozumie to może się zrazić naszą natarczywością nie tylko do nas ale co gorsza do Boga,do którego chcemy ich doprowadzić. Bądźmy ostrożni w mowie i cały czas obserwujmy jak przyjmuje nasze słowa ten, do którego mówimy. 
         Nie są to błahe rzeczy jeśli mamy być użyteczni dla Pana to jest to obowiązek nauczyć się tak dyskutować żeby, nie obrażać niczyjej godności a raczej być balsamem na rany. Nasza wyrozumiałość na to, że ktoś może wiedzieć mniej albo wierzyć inaczej musi być z pokorą uznana i nie używajmy protekcjonalnego tonu bo to zraża słuchacza a Panu się nie podoba, Jezus był Synem Bożym wiedział o tym a zachowywał się tak skromnie i taktownie,że docenił i dowartościował każdego człowieka, z którym rozmawiał. Więc nie wynośmy się nad naszego Pana I Stwórcę a raczej weźmy z Niego wzór. A jeśli jesteśmy zbyt gorliwi i zapalczywi w głoszeniu Ewangelii to prośmy usilnie Pana aby nam zmienił naszą zapalczywość w łagodność i mądrość, przecież wierzę, że każdy z nas chce służyć Panu jak najlepiej.
      Najlepszą nauką jest poddać się stwórczej mocy Bożej aby zmieniła w nas to , co jest niedobre i co przeszkadza Bogu w dobrym użyciu nas do Jego służby na chwałę naszego Pana i na świadectwo,że jest, ,ze działa, że opiekuje się swoimi dziećmi i prowadzi nas swoimi drogami, których my nie znamy i sami do Królestwa Niebieskiego bez Jego prowadzenia nie trafimy. W nim, tylko w Nim jest nasza nadzieja, ponieważ to On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Chwała Mu za to i dziękczynienie,że dzięki Niemu jesteśmy właśnie z Nim, oby na wieki. Trzymajmy sie w naszych wyborach jego ręki i nie puszczajmy choć nam będzie źle bo własnie wtedy jest nam najbardziej potrzebny , wtedy okazujmy Mu największą ufność z wiarą jakiej jeszcze nigdy nie czuliśmy a na pewno nam pomoże.
        Panie! Proszę uzdatnij nas do swojej służby, zmień nasze charaktery tak, abyśmy byli podatni na działanie Ducha Świętego w naszych sercach i umysłach, żebyśmy wyraźnie słyszeli Jego głos i umieli wykonywać to ,co nam podpowiada bez wahania i z radością, dziękując, za opiekę i prowadzenie. Dziękuję, że wysłuchałeś moją modlitwę . Niech będzie uwielbione Imię Twoje na niebie i na ziemi . Amen.

środa, 5 lutego 2014

Dzieło rąk Bożych

Dziś mamy wspaniałą czytankę,tematem jej jest werset: Iz 64,8 " Lecz teraz Panie,Ty jesteś naszym Ojcem,my gliną, a Ty naszym Stwórcą i wszyscyśmy dziełem Twoich rak."
        Ważne jest dla nas to, że Pan nie poprzestał nad nami pracować ale wciąż udoskonala swoje dzieło. Czuwa nad jego życiem gdy pęka wyrównuje rysy, gdy się wyszczerbi,czy podziurawi  uzupełnia braki i wygładza żebyśmy przed Ojcem niebieskim wyglądali jak nowi, nie skażeni grzechem. Ta troska o nas wzrusza mnie ilekroć o tym myślę, ile uwagi poświęca mi Pan i to  mnie osobiście choć tak, jak każdej innej osobie a w szczególności swoim dzieciom. Tym z nas, którzy przyjęli Go za swojego Zbawiciela i poddając się codziennie Jego woli, poddają się Jego kochającym rękom aby nas zmieniał i kształtował na swoje podobieństwo. Takie poddanie się Panu i zaufanie Mu całkowite z początku drogi z Panem wcale nie jest łatwe. Ponieważ każdy człowiek od urodzenia uczy się samodzielności. Ale to jest do pewnego czasu. Zauważmy, że dziecko nie tylko uczy się samodzielności ale ma przeciwwagę w ufności do wszystkiego co poznaje a w pewnym okresie życia  zaczyna mieć swoje poglądy, którymi się kieruje a życie czasami go rozczarowuje,po zderzeniu się z postępowaniem innych ludzi nie zawsze uczciwych względem niego. Pomału tracąc ufność wyrabia sobie charakter wcale nie podobny do charakteru jaki chce widzieć u niego Pan. Nie ufa nie tylko ludziom ale i Bogu, którego najczęściej zna bardzo pobieżnie i od innych ludzi a nie z pewnego źródła jakim jest Pismo Święte. Taki człowiek przychodząc do Pana musi pozbyć się swojego JA na korzyść ufności do Pana i dać się przez Niego prowadzić przez życie.
          Czasem dziwna jest ta nauka. Postanawiam sobie; już będę słuchać Pana i oddawać Mu swoje zmartwienia i wszystkie dni życia . Postanowienie piękne ale- jest pewne ale - ponieważ jestem zdecydowana poddać się Panu powierzam Mu sprawę, która jest dla mnie ważna i za chwilę myślę jak to zrobić co powiedzieć, jak postąpić; układam swój szczegółowy plan działania . No i proszę, gdzie jest ta ufność do Boga, któremu deklarowaliśmy się wierzyć i ufać Mu? Bierzemy znów sprawę w swoje ręce nie czekając , nie dając możliwości działania Panu. Nasz Pan dobrze wie o tych naszych skłonnościach dlatego powiedział do otaczających Go ludzi a tym samym i do nas," Jeżeli  nie staniecie się jak dzieci nie znajdziecie się w Królestwie Bożym".   
            Ta dziecięca ufność do Pana wcale nie jest uciążliwa a powiedziała bym że raczej daje spokój wewnętrzny i lepszy komfort życia psychicznego. Człowiek umęczony zmaganiem się z przeciwnościami  dnia codziennego i martwieniem się o jutro gdy ufa Panu ma wielką ulgę powierzając te wszystkie troski Panu ,powołując się na obietnicę Pana zapisaną w Mat. 6,25-33. tam jest przedstawiona wartość każdego człowieka,który oddał swoje życie pod opiekę Panu wystarczy Mu w pełni zaufać i bez problemu iść spać aby wstać wypoczętym do nowego dnia z Panem. W którym poddamy się Jego wpływowi i mocy kształtowania nas na Jego obraz i podobieństwo.
             Poddanie, poddanie i jeszcze raz poddanie się Panu. To takie ważne w naszym życiu aby być przygotowanym na powtórne przyjście Pana w chwale. To powinien być najważniejszy cel w naszym obecnym życiu ale nikt sam tego nie osiągnie. Tylko nasz Bóg może nas zmienić tak abyśmy mogli wejść do Królestwa Jego, i czyńmy to teraz dopóki żyjemy. Bo gdy umrzemy już nic nie da się zrobić. Wtedy będziemy mogli tylko czekać w śnie śmierci na przyjście Pana Jezusa Chrystusa i wzbudzenie nas do nowego życia oby w pierwszym zmartwychwstaniu do życia wiecznego z Panem.
    No proszę,rozpisałam się ale ze mną tak jest, jestem gadułą , jak zaczynam dyskusję to gadam, gadam jak najęta, jak biorę się do pisania o czymś co mnie interesuje to też piszę, piszę aż się wypiszę,czyli wszystkie przemyślenia na ten temat.Każdy ma swoje wady, Ja musiałam prosić Pana aby nauczył mnie słuchać co inni mówią i to wcale nie od razu mi się udawało. Bo było trudno wyłączyć język, który był przyzwyczajony wcześniej mówić, jak myśleć co mam powiedzieć a potem tego żałować. Ale modliłam się o to i to publicznie w zborze,co moi zborownicy pamiętają do dziś. Nie, nie, nie gniewam się na nich o to, bo innym też to może się przydać. Takie sprawy też Pana obchodzą i ja jestem tego przykładem bo Pan odjął mi tą przywarę a w zamian nauczył słuchania co inni mówią,szczerze mówiąc z wielką korzyścią dla mnie. Chwała Panu za to.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Święcenie Szabatu 5

         Na początku Pan Bóg stwarzając swoją wielką mocą niebo i ziemię,ustanowił Sztandar Szabatu jako symbol swojej mocy i siły. Tylko Bóg może stwarzać coś z niczego, dlatego nie istnieje żadna inna moc porównywalna z Jego mocą. Nie ma takiej siły,która mogła by się z nią zmierzyć. Ona jest największa, niezniszczalna i niezłomna.
           Jednak Lucyfer wyzwał tę moc i myślał, że ją pokona. Gdy nie mógł tego uczynić w niebie kontynuuje swą walkę na naszej ziemi, w ten sposób ziemia stała się obozem buntu przeciwko Bogu,jej Stwórcy. Każdy obóz wojenny ma swoją chorągiew, dlatego diabeł, który stale naśladuję Boga aby okazać swoją wielkość, poprzez zwodniczy ale bardzo odróżniający się system, zawiesił swoją chorągiew nad swoim obozem. Sztandarem tym jest ustanowienie i uświęcenie niedzieli jako dnia Pańskiego.
          To nie jest coś nowego co powstało dopiero w czasach nowotestamentowych. Niedzielę czczono już w babilońskim systemie, podczas gdy lud Boży zachowywał Szabat, babilończycy czcili niedzielę jako dzień słońca ich naczelnego boga. A sięgając jeszcze dalej wstecz historii ludów pogańskich to widzimy, że niedzielę święcono już za panowania pierwszego króla na ziemi niejakiego Nemroda. Naród, nad którym panował pochodził z czystej linii od Kaina. Podczas gdy lud zachowujący Szabat pochodził od Seta, który stal wiernie przy Bogu.Więc szatan zatykał zawsze swój sztandar tam gdzie nie panowała osłaniająca wierny lud Moc Boża.
          Strasznie o tym mówić ale dzisiejszy chrześcijański świat zerwał sztandar Szabatu Bożego podeptał go i na to miejsce ustanowił niedzielę, Okazał przez to pogardę Wielkiemu Dawcy Zakonu, Bogu nieba i ziemi,, Stwórcy i Dziedzicowi wszechświata. Co gorsza ci, którzy to czynią mienią się być prawdziwymi sługami Boga, Stwórcy wszechświata, którego w rzeczywistości lekceważą 
           Co by się stało gdyby żołnierz zerwał swoją narodową flagę, która wisiała na maszcie obozu i powiesił tam flagę największego wroga, którym walczą? Jakże wielkie oburzenie wywołał by taki czyn a sprawcę schwytano by, osadzono w areszcie i surowo ukarano w czasie wojny  może by go zabito za zdradę . Jego imię było by napiętnowane jako zdrajcy. 
            Nawet przez moment nie możemy myśleć o tym, że nasz Bóg lekko potraktuje zniewagę swojego sztandaru, symbolu Bożej potęgi i mocy. Pan Bóg nie może uznać chrześcijańskiego świata nie winnym wzgardzenia Jego Świętym Dniem i ustanowienie w jego miejsce sztandaru Jego największego wroga. Takiego ludu mimo, że rości sobie prawo do nazywania się dziećmi Bożymi, Bóg nigdy nie uzna za swój lud. Postępek ten równa się największej zdradzie i tym bardziej godny jest potępienia , że popełniają go ci, którzy deklarują lojalność i miłość wobec Boga i mienią się prawdziwymi dziećmi Bożymi. Kto nie wyjdzie z tego kręgu i nie zacznie myśleć trzeźwo i realnie, czytając z modlitwą Biblię temu zostaje tylko oczekiwanie na Sąd Boży. Oni sami wystawili na siebie wyrok, dostaną sprawiedliwą zapłatę za to co posieli.
          W ostatnich dniach (a jest to dla każdego czas dopóki żyjemy) w decydującej walce chodzi o podjęcie  ostatecznej decyzji, czy stoimy przy Bogu i powiewa nad nami sztandar Szabatu Bożego, czy jesteśmy w obozie przeciwnika i powiewa nad nami jego sztandar, sztandar niedzieli, symbol mocy szatana. W tym ostatnim konflikcie, czy tego chcemy czy nie, każdy mężczyzna, każda kobieta czy dziecko na całej ziemi, znajdą się po jednej lub po drugiej stronie. Nie będzie żadnego neutralnego stanowiska. Albo znajdziesz się pod sztandarem Księcia Emanuela jako wierny czciciel Szabatu w którym mieszkać będzie Moc Boża, albo będziesz stał pod sztandarem szatana jako obrońca niedzielnego zwiedzenia. Wspaniałe będzie zakończenie tej walki dla pierwszych a dla drugich straszne rozczarowanie i strach przed skutkami swojej decyzji. To co dzisiaj uczynimy jaką podejmiemy decyzję zadecyduje o tym kim będziemy i gdzie będzie nasze miejsce gdy przyjdzie Pan. Ani potem , ani teraz nie wystarczy gołosłowna deklaracja, że siódmy dzień tygodnia jest prawdziwym Szabatem Bożym ani też nie wystarczy udowodnieniem Pismem Świętym, że jest niezmienny.  To może praktycznie uczynić każdy zwykły człowiek , który czyta Biblię. Jedynym ludem Bożym , który może stać przy Panu w Dniu przyjścia Pana jest ten, kto posiada Moc Bożą.
            SA jednak i tacy, którzy z zaufaniem będą oczekiwać tego dnia sądząc, że o ile potrafili o Prawdzie Szabatu dyskutować i przestrzegać go tak jak to czynią Żydzi to są na bitwę przygotowani i Dzień Pański ich nie zaskoczy. Jednak ku swemu przerażeniu nie mają żadnej mocy aby przeciwstawić się złu, że są całkowicie nie uzbrojeni( przejawia to się w ich życiu.) w skutek czego dostają się pod sztandar diabła..
            Moi kochani!  Tam gdzie jest Moc Boża tam jest i Szabat. Dzięki temu wiemy, że tam gdzie rzeczywiście istnieje Szabat tam tez jest moc Boża Z drugiej strony wiemy, że tam gdzie występuje moc grzechu tam też występuje niedziela, a więc tam gdzie jest niedziela tam jest moc grzechu.
            Jezus powiedział: " W owym dniu wiele powie: Panie, Panie czyz nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim, i w imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów. A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie". (Heb.7,22.23).
             Nadszedł czas aby wszyscy, którzy dowiedzą się o tych sprawach w pokorze wyrazili skruchę i żal, aby otrzymać tę oczyszczającą Moc. Aby być uwolnionym od mocy grzechu  oraz zostać zaszeregowanym pod Sztandar Szabatu , ktory jest wiernym święceniem siódmego dnia każdego tygodnia. A święcenie Szabatu będzie całą wieczność symbolem Mocy Boga. Prawdziwy lud Boży, tak obecnie,jak i po wieki wieczne, będzie zachowywał ten dzień - tyko ten - żaden inny.
            Bracie, siostro! Czy ty będziesz między nimi? Zależy to tyko od nas samych. Tylko od ciebie. Możesz jeśli będziesz gorąco pragnąć. A jeśli tak szczerze i mocno zapragniesz i poprosisz o pomoc naszego Pana wtedy całe niebo i Moc Pana będzie do twojej dyspozycji aby ci to umożliwić. Nasz Pan Jezus Chrystus tęskni za tobą, czeka z niecierpliwością aby cię przywitać w gronie swoich dzieci. On tak cię kocha nie karz Mu dłużej czekać, odwzajemnij Jego miłość. A On poprowadzi cię do zwycięstwa. Czego z całego serca ci życzę.

        Urszula Kołodziejczyk

                                                                                                      
P.s.  Na ten temat jest postów 5. To jest całość Zaczynając czytanie od postu "Sabat Boży " a kończąc na 5 lepiej można zrozumieć co chciałam przekazać. Zapraszam do czytania całości z góry dziękuję
                              Z poważaniem   Urszula

piątek, 31 stycznia 2014

Święcenie Szabatu 4

         Niezmiernie ważną sprawą dla każdej osoby pragnącej znaleźć drogę do Królestwa Bożego jest być religijnym (Ap.21,6). Zatem czy może być coś straszniejszego od faktu,że idziesz przez życie z przeświadczeniem  zbawienia, i że jesteś dzieckiem Bożym, a tu na koniec oznajmi ci Pan: "Nie znam cię" i nie mogę cię wpuścić do mojego Królestwa?
     Zrozumiał to Ap. Paweł i dlatego napisał o wielkim ciężarze leżącym mu na sercu (Ef.1,15-21). Odkąd Paweł zrozumiał, że ludowi Bożemu brakuje poznania mocy Bożej pojął, że poznanie jej jest możliwe  przez objawienie Ducha Świętego,dlatego modlił się codziennie za wszystkich wierzących o odkrycie im tej wielkiej Prawdy w ich umysłach.
         Kiedy dojdziesz do tego momentu, że po raz pierwszy poznasz rzeczywistą naturę i moc grzechu, który w tobie mieszka, wtedy otworzą ci się oczy zmysłu poznawczego i doświadczysz nieco Bożej mocy. Potem otworzy się twoje serce na działanie owej mocy i dokona się w nim odrodzenie. Poznasz oczyszczający prąd owej Mocy. A gdy ta Moc spłynie do twojej duszy i przepędzi starego wroga czyli grzech, którego zniewalającą moc odczuwałeś tak długi czas,będziesz wolny i będziesz żył nie dla grzechu lecz dla Jezusa Chrystusa. Przez osobiste i żywe doświadczenia uczysz się Mocy Bożej i doznajesz jej skutków działania, (zmiany charakteru), wtedy i tylko wtedy będziesz faktycznie dzieckiem Bożym; i tylko wtedy będziesz zachowywał Szabat według woli Bożej. O tym stanie duszy pisał Ap. Paweł do Heb.4,9.- "A zatem pozostaje odpoczynek Szabatu dla ludu Bożego."/BT/.
          Odpoczynek Szabatu dla ludu Bożego, to dla tych, w których mieszka Moc Boża i którzy w swoim życiu doświadczyli Mocy Bożej (zmiany charakteru,myślenia i zachowania).
          A więc warunkiem do odpoczynku Szabatu jest posiadanie Mocy Bożej a potem nadejdzie Szabat i będzie trwał razem z Mocą stwarzając nowego człowieka, który już nie żyje dla grzechu ale dla Chrystusa. To jest historyczna Prawda, ta Prawda  jest kontynuowana w mocy Bożej w "Krzyżu Chrystusa" Jest to Prawda,która znajduje swe odbicie i kontynuację w przeżyciach indywidualnych każdego,kto chce tą prawdę pojąć i przyjąć.
          Problem ten można dobrze zilustrować za pomocą przykładu o sztandarze jakiego kolwiek narodu my weźmy przykład z polskim sztandarem:
         W Warszawie powiewał sztandar polski biało-czerwony, ponieważ panowało tu prawo i moc narodu polskiego. W 1939 roku niemcy zdobyli Warszawę i zawiesili tam swój sztandar. to był znak ich panowania i mocy. Ale kiedy przyszło wyzwolenie z niewoli okupanta biało - czerwony sztandar zawisł z powrotem  w Warszawie, ale przed tem musiała być odbudowana mos narodu polskiego aby zwyciężyć.
       W podobny sposób powiewa sztandar Bożego Szabatu,Bożej obecności i Bożej Mocy dokładnie tak samo jak sztandar danego narodu stanowi znak jego obecności jego mocy
           Jednak jest jeszcze jedna niepodważalna prawda, także Lucyfer podczas gdy Pan Bóg wyróżnił siódmy dzień tygodnia. Szatan wybrał również jeden z siedmiu dni tygodnia. Zwrócił się  ku skrajnie przeciwnej stronie i wybrał pierwszy dzień tygodnia i zatknął swój sztandar w tym dniu jako symbol swojej obecności i mocy. A jeszcze chełpi się tym, że ten dzień jest powszechnie przyjęty na kuli ziemskiej jako dzień odpoczynku zamiast Dnia Pańskiego Szabatu. c.d.n.

czwartek, 30 stycznia 2014

Święcenie Szabatu 3

       Zdecydowana większość ludzi wnioskuje i taki wniosek ich satysfakcjonuje, że skoro poznali teorię Prawdy, troskliwie podążają za zewnętrznymi wymaganiami Prawa i wiernie stoją przy Kościelnej organizacji; są także ludem Bożym. Lecz to jest ta sama klasa ludzi o której Jezus powiedział: Mat.7,21-23. "Nie każdy kto mówi Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebios, lecz tylko ten,kto pełni wolę Ojca mego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie czyż nie prorokowaliśmy w Twoim imieniu, i w imieniu Twoim nie wypędzaliśmy demonów, iw imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A Ja wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem, idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie."
            E. White, zachowująca wiernie Szabat Boży jako dowód mocy Bożej pisze: " Wszyscy wielcy i mali - jeśli nie  są nawróconymi ludźmi - znajdują się na tej samej platformie. Ludzie przechodzą od jednej nauki do drugiej. tak sie dzieje i będzie dziać. Katolik może stać się protestantem a jednak nie rozumie w ogóle znaczenia słów; "I dam wam serca nowe," Przyjmowanie nowych teorii i jednoczenie się z kościołem nikomu nie przynosi nowego życia, nawet wtedy gdy ów kościół, do którego przyłączymy się był założony na fundamencie Prawdy. Związek z kościołem nie zastępuje nawrócenia. Wpisanie na listę wyznawców kościoła twojego nazwiska nie ma najmniejszej wartości, jeżeli serce nie jest prawdziwie zmienione. Można być członkiem kościoła i z gorliwością działać na jego rzecz, wykonywać z roku na rok szereg obowiązków a jednak nie być nawróconym. Można bronić chrześcijaństwa a jednak nie być nawróconym. Człowiek może głosić przyjemne i zajmujące kazania a jednak w swym religijnym doświadczeniu może być znacznie oddalony od Chrystusa. Może być wydźwignięty na szczyty ludzkiej wielkości a jednak nigdy nie doświadczyć wewnętrznego działania łaski, która przekształca charakter. Taki człowiek jest zwiedziony przez kontakt i znajomość świętych prawd Ewangelii, które w prawdzie dotarły do jego intelektu lecz nie zostały wprowadzone do wnętrza świątyni duszy."
           Musimy posiadać coś więcej jak tylko rozumowe przeświadczenie o Prawdzie. Wielu Żydów było przekonanych o tym, że Jezus jest Synem Bożym. Byli jednak zbyt dumni i ambitni by Mu się poddać. Postanowili sprzeciwić się prawdzie i swój sprzeciw utrzymać w mocy. Nie przyjęli do swych serc takiej prawdy jaka jest w Chrystusie.
                "Gdy Prawda jako taka zostaje zamknięta tylko w umyśle, a serce zostaje nie pobudzone, nie uwrażliwione, wtedy Prawda dotyka tylko rozumu. Gdy jednak Prawda zostaje przyjęta do serca, to przechodzi przez sumienie i swoimi czystymi zasadami bierze w posiadanie duszę. Prawda ta jest umieszczona w sercu przez Ducha Świętego, który jej piękno objawia umysłowi tak, że jej przemieniająca moc ujawni się w charakterze." 
'

wtorek, 28 stycznia 2014

Dalsze rozważania nad Szabatem cz.2

      Wszyscy ci, którzy nie przyjęli mocy Bożej do serc, ci są pozorantami święcenia Szabatu, święcą siódmy dzień tygodnia a nie Szabat Boży i nie mają uczestnictwa w odpocznieniu Szabatu Bożego. A gdy spojrzymy  na krzyż Golgoty dostrzeżemy akt, który jest punktem centralnym dzieła zbawienia, który mógł się dokonać tylko w szóstym dniu tygodnia. Był to akt,który w pełni zadecydował o tym czy moc Boża ma pozostać na tym świecie, czy nie. Potem gdy dzieło zostało zakończone i na tym świecie  została na zawsze utwierdzona moc Boża, Jezus odpoczął w szczególny sposób, w dzień Szabatu śpiąc w grobie snem śmierci. I poprzez to powtórnie dowiódł, że gdzie jest działanie mocy Bożej tam też jest odpoczynek Szabatu Bożego
       Ewangelia [dobra nowina] jest mocą Bożą służącą do zbawienia. Dlatego każdy  kto otrzymuje Ewangelię Jezusa, ten także otrzymuje dla swojej duszy Moc Bożą. Nie oznacza to, że człowiek otrzymuje moc Bożą do stwarzania, podtrzymywania wszechświata czy coś podobnego. Nie! To oznacza, że moc Boża spłynęła do jego duszy i usunęła moc grzechu, oraz, że  przez tę moc zostało stworzone nowe życie w danym człowieku. Można to porównać do faktów z ogrodu Eden gdy Pan Bóg  w nozdrza martwego ulepka z ziemi tchnął swój ożywczy dech i człowiek stał się duszą żyjącą. Tylko ci, w których ta moc Boża działa są ludem Bożym. Jest to wielka i cudowna prawda, musi ona być zrozumiana przez lud Boży dzisiejszych czasów. Tylko prawdziwy lud Boży ma możliwość zrozumienia tej Prawdy. Jednak aby mogła być zrozumiana trzeba ją doświadczyć w życiu osobiście.

Śzabat Boży

Chcę dzisiaj trochę napisać o tym co myślę na temat święcenia Szabatu Bożego:
       Szabat jest zawsze tam gdzie się objawia stwórcza moc Boża, tak w Starym jak i w Nowym Testamencie. A więc Szabat możemy porównać do sztandaru Mocy Bożej. Czyli; praca wykonana w mocy Bożej a następnie odpoczynek w Szabacie. Inaczej mówiąc: Na cześć działania mocy Bożej w sześciu dniach pracy,podnosimy sztandar Szabatu na maszt w siódmym dniu tygodnia w dniu odpoczynku wyznaczonym przez Stwórcę przy stwarzaniu świata, a jest to sobota według dni tygodnia  od początku świata trwających w takim samym porządku: nieziela,poniedziałek, wtorek,środa,czwartek,piątek, i siódmy dzień sobota.
       W ten sam sposób nasz Pan Jezus Chrystus uświęcił Szabat odpoczywając w grobie w dniu sobotnim po dokonaniu dzieła zbawienia poprzez swoją mękę i śmierć. Pracował całe swoje życie na to,aby Moc Bożą wynieść ponad moc grzechu. W majestacie Mocy Bożej ukończył to dzieło umierając na krzyżu. Tym samym zapewnił, że każdy kto tyko zechce może być przy Jego pomocy wyzwolony  spod mocy grzechu. W każdym z nas może zaistnieć proces stwarzania nowego, wolnego człowieka. Grzech nie panuje w sercu jego bo jest pod łaska Bożą i pod Jego opieką.
        Jezus zachowywał Szabt przez cale życie. A nawet po śmierci odpoczął w Szabat. Nasz Pan miał przez całe swoje życie nieprzerwaną łączność z Ojcem Niebieskim.Była to taka więź i moc Boża,że nie zgrzeszył ani razu. A w kim jest moc Boża ten ma odpoczynek w Szabacie Bożym, czyli odpocznienie Szabatu Bożego. Każdy człowiek, w którym mieszka moc Boża zachowuje Szabat Boży jako Święty Dzień Pański i obdarza go czcią.

Refleksje Biblijne

DAR PROROCTWA

                                        DAR PROROCTWA          Zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie, prorocy odgrywali ważną ...