Pamiętam jak starałam się na początku chodzić z Bogiem na codzień. Pragnienie moje było wielkie aby zawsze stawiać Pana na pierwszym miejscu. Ale to wcale nie takie łatwe, dla osoby,która do tej pory cały czas musiała liczyć tylko na siebie w wychowaniu trzech chłopców, zarabianiu na życie i sprostaniu wszystkim obowiązkom jako matki i zastępując im ojca który bardzo wcześnie umarł. to było dla kobiety wcale niebagatelne wyzwanie. Pan mi pomagał we wszystkim teraz to wiem ale wtedy wcale tak nie myślałam, wszystko przypisywałam swojej mądrości i pracy. Oczywiście wierzyłam w Boga wychowałam się w katolickiej rodzinie w której Bóg był bardzo ważny tylko w inny sposób. N.p. karcenie mnie jak zrobiłam coś złego:Pamiętaj Ze Bozia cię widzi i cię ukaże jak się nie poprawisz. No właśnie, Bóg jako rózga dyscyplinująca dziecko i wiele innych przykładów albo; to dziecko to kara Boża nie wiem za jakie grzechy. Ale nie o tym chcę mówić.Wracając do tematu jak Pan uczył mnie abym stawiała Jego na pierwszym miejscu.
Bardzo byłam zadowolona gdy nauczyłam się grać na keyboardzie, przy wielkiej pomocy Bożej, jestem o tym przeświadczona, ponieważ byłam już emerytką a potrzebny nam w zborze był ktoś kto będzie akompaniował do śpiewu na nabożeństwach, wypadło na mnie i stało się . Podkreślam że zawsze uważałam Boga za sprawcę tego mojego uzdolnienia. Ale jestem tylko człowiekiem. I tu się zaczyna moja przygoda z Bogiem:W pewną sobotę na usługiwanie przyjechał do nas brat Chalupka Roman a że on bardzo dobrze gra, ja oczywiście bez żadnej skromności chciałam się pokazać jak ja gram i śpiewam pieśń przeze mnie skomponowaną i z moimi słowami. Czy było to stawianie Pana na pierwszym miejscu? Czy chciałam uwielbić Pana tą pieśnią, którą mi wcześniej dał ku swojej chwale? Nie! Ja chciałam wyeksponować siebie i to był mój największy błąd,bo Pan dał mi od razu nauczkę i przytarł rogi jakie zaczęły mi wyrastać. Mój solowy występ całkowicie się nie udał, myliłam się w graniu i słowa uciekały mi z pamięci. było to wiadro zimnej wody wylane na moją głowę. Ale byłam bardzo wdzięczna mojemu Panu za to,że pokazał gdzie jest moje miejsce, za moim Panem a nie przed Nim, chyba że chcę torować drogę dla Jego powtórnego przyjścia.głosząc dobrą nowinę ludziom, z którymi Pan mnie umawia na spotkania.
Sianie dobrej nowiny ,że Pan przyjdzie wkrótce i mamy przygotować się na Jego przyjście to jest nasze zadanie, do którego powołał nas Pan. Aby gdy przyjdzie mógł zebrać obfity plon naszej wspólnej pracy Jego jako gospodarza i właściciela a nas jako wiernych pomocników, jako narzędzi w Jego rękach.
Naśladowanie Chrystusa lepiej nam jest zrozumiałe i bardziej przyswajlne gdy spotkamy kogoś, kto nas pobudza do myślenia swoim zachowaniem. O co mi chodzi? Byłam kiedys na nabożeństwie w zborze Warszawa-Centrum głównym mówcą był brat Zdzisław Ples. Kazanie bardzo mi się podobało ekspresja jaką mówił nie dała zasnąć nikomu ze słuchaczy a treść też była zajmująca i ciekawa, ale ja nie o kazaniu tylko o zachowaniu brata Plesa chcę mówić. Po zakończeniu brat stanął przy drzwiach i żegnał się z wiernymi i wtedy udeżyła mnie jego wielka skromność i usilne podkreślanie udziału Boga w tym co mówi gdy go chwalono i dziękowano za tak udane głoszenie ewangelii. Wtedy, właśnie wtedy tak mnie to uwiodło, że zapragnęłam właśnie tak zachowywać się zawsze oddając chwałę Panu za to co robię. Zaczęłam się o to gorąco modlić ,prosic Pana żeby zmienił mój charakter tak, abym to czuła a nie tylko głosiła słowami wszem i wobec że stawiam Boga na pierwszym miejscu .Aby to stało się moją drugą naturą ujawnioną w myślach, mowie i uczynkach zawse i wszędzie Pan.
Przyznaję że mój Pan miał ze mną nie jeden kłopot zmieniając powoli mój samodzielny nastawiony na walkę o zaspokajanie doraźnych potrzeb charakter, na łagodny, spolegliwy i oddany Panu ufający bez reszty, odzwierciedlający choć w jakiejś mierze miłość Bożą okazywaną ludziom przeze mnie. Cały czas pragnę abym mogła być łożyskiem rzeki dobroci płynącej od naszego Pana do ludzi, którzy chcą być bliżej Boga, poznać Go lepiej i pokochać wieczną miłością, taką aby nie mieć ani siły ani chęci z niej zrezygnować. Ale to może tylko sprawić Pan ,źródło tej miłości. Wierzę że gdy będę wytrwale prosić o to Boga dostanę to czego pragnę i to będzie ku chwale Pana, bo mojej zasługi w tym nie będzie.
Jakże wielka jest różnica w widzeniu Boga teraz w porównaniu z tym jak Go widziałam kiedyś gdy Go nie znałam osobiście. Jak zmieniło się moje myślenie i priorytety życiowe jestem sama zadziwiona tym , jak wielkich zmian dokonał Pan we mnie w moim życiu gdy zaczęłam Go poznawać czytając Pismo, dobre książki i słuchając ludzi, którzy mieli już bliższe relacje z Bogiem. Często gdy miałam jakieś pytanie, które mnie nurtowało a nie mogłam znaleźć odpowiedzi, wyjaśnienia, mój Pan odpowiadał mi wkładając jakąś książkę do ręki albo podsyłając człowieka, który wyjaśniał tak, że mogłam zrozumieć, czasem przysyłał kaznodzieję i całe kazanie było właśnie na nurtujący mnie temat. A po nabożeństwie w rozmowie dowiadywałam się że ten brat miał być gdzieś indziej ale tak się złożyło że był u nas. Lub było tak że brat który służył Słowem Bożym na samym wstępie tłumaczył: No wiecie zastanawiałem się wczoraj o czym dziś będę mówił do was i przyszedł mi na myśl taki temat. No właśnie, ten akurat, którego ja nie mogłam rozgryźć przez cały tydzień. Czy nie jest to opieka Boża tak wyraźnie pokazana?
Nasz Bóg jest żywym Bogiem dbającym o każdego z nas bez wyjątków. Traktuje każdego z nas z taką samą uwagą. Mam takie przeświadczenie,że każdy z nas w Bożym sercu ma swoje zarezerwowane miejsce, którego nikt zastąpić nie może. Gdy odchodzimy od Pana miejsce to pozostaje puste a Pan tęskni za tobą, mną i każdym człowiekiem. Nie dajmy Mu dłużej tęsknić wracajmy jak najszybciej pod Jego opiekę. Pozwólmy się kochać i przyjmujmy Bożą miłość do naszych serc. Aby powiększyć chwałę Bożą na ziemi w sposób widoczny w naszym życiu. Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz